Prezydent Stanów Zjednoczonych uznał porozumienie ze szczytu klimatycznego ONZ w Kopenhadze za "ważny przełom". Barack Obama dodał jednak, że stanowi on jedynie krok w stronę globalnego ograniczenia gazów cieplarnianych.

Nie udało się przyjąć formalnego porozumienia w sprawie walki z globalnym ociepleniem na zakończonym w sobotę szczycie klimatycznym w Kopenhadze. Świat nie ukrywa rozczarowania. czytaj więcej

Po raz pierwszy w historii wszystkie ważne gospodarki zebrały się, by zaakceptować odpowiedzialność za działania na rzecz zagrożenia zmianami klimatu - oświadczył amerykański przywódca po powrocie z Danii.

Zatwierdzono ostatecznie w drodze specjalnej procedury porozumienie w sprawie klimatu, uzgodnione wcześniej przez grupę krajów o najbardziej rozwiniętych gospodarkach. Nie doszło jednak do ustalenia wiążących redukcji dwutlenku węgla po roku 2012. Uzgodniono ponadto, że państwa uprzemysłowione w latach 2010-2012 przekażą krajom rozwijającym się 30 mld dolarów na walkę ze zmianami klimatu. W kolejnych latach, do 2020 r., mają na ten cel przeznaczać po 100 mld rocznie.

Zdaniem krytyków, porozumienie osiągnięte w Kopenhadze, a mające na celu utrzymanie globalnego wzrostu temperatur w granicach dwóch st. Celsjusza, nie precyzuje, w jaki sposób można to osiągnąć. Jednocześnie dodają, że redukcje emisji, do których zobowiązali się uczestnicy konferencji klimatycznej, nie wystarczą, by zrealizować ten cel.