Obalony 28 czerwca w zamachu stanu prezydent Manuel Zelaya w sobotę po raz drugi wrócił do Hondurasu, mimo że departament stanu USA skrytykował jego piątkową podróż do przygranicznej miejscowości w Hondurasie. Decyzja o ponownym przekroczeniu granicy Hondurasu może zniechęcić do Zelayi jego najważniejszego sojusznika, czyli właśnie Stany Zjednoczone.

Sekretarz stanu USA, Hillary Clinton skrytykowała już wypad Zelayi na granicę Nikaragui i Hondurasu, którą były prezydent przekroczył w piątek, mimo zapowiedzi rządu tymczasowego, że zostanie aresztowany, jeśli wróci do kraju. Zelaya powiedział natomiast w sobotę, że szefowa amerykańskiej dyplomacji nie jest dostatecznie poinformowana o naturze represyjnego reżimu, który nastał w Hondurasie.

Stany Zjednoczone, ONZ i prezydenci krajów Ameryki Łacińskiej potępili zamach stanu, który odsunął Zelayę, i żądają przywrócenia go do władzy. Co więcej, amerykański prezydent Barack Obama zamroził 16,5 mln dolarów, przeznaczonych na pomoc militarną dla Hondurasu, i zagroził wstrzymaniem pomocy ekonomicznej.

Kryzys polityczny w Hondurasie postawił rząd Obamy w trudnej sytuacji. Nowy prezydent USA nie chce stwarzać wrażenia, że Stany Zjednoczone kontynuują politykę wspierania prawicowych puczystów w Ameryce Łacińskiej, ale nie jest też przekonany, co do demokratycznych intencji samego Zelayi, który nawiązał bliskie kontakty z prezydentem Wenezueli Hugo Chavezem i innymi lewicowymi liderami Ameryki Południowej. Dążył również do zmiany konstytucji, by przedłużyć swe rządy o kolejną kadencję.

Szanse Roberta Michelettiego, mianowanego prezydentem Hondurasu po obaleniu Zelayi, na utrzymanie się u władzy zależą w dużym stopniu od Waszyngtonu - pisze agencja Reuters. Stany Zjednoczone są bowiem największym partnerem handlowym Hondurasu i jeśli wprowadzą blokadę handlową, gospodarka tego najbiedniejszego w Ameryce Łacińskiej kraju bardzo ucierpi.

Zelaya oczekiwany jest w Waszyngtonie we wtorek, ale nie wiadomo jeszcze, czy spotka się z sekretarz stanu Hillary Clinton.

W Hondurasie wprowadzono godzinę policyjną w pobliżu granicy z Nikaraguą, gdzie przebywa Zelaya, by uniemożliwić jego zwolennikom zorganizowanie protestów. Około 160 osób zostało zatrzymanych przez policję w sobotę w tym rejonie, ale zostały one później wypuszczone.

W piątek natomiast siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego, by rozproszyć kilkusetosobową grupę zwolenników Zelayi, która starała się dotrzeć do granicy.

Zelaya, po przekroczeniu w sobotę granicy, unikał konfrontacji z siłami bezpieczeństwa. Siedząc na dachu samochodu terenowego zwrócił się do grupy swych zwolenników oraz reporterów, tłumacząc, że powstrzymuje się od powrotu do kraju, ponieważ nie chce sprowokować masakry, do jakiej doszłoby - jego zdaniem - gdyby tłum chciał go bronić przed aresztowaniem.