Nieprawdopodobna historia z Chin. W szpitalu w Jinhua chłopiec, który - jak stwierdzili lekarze - umarł po tym, jak ojciec wyjął go przedwcześnie z inkubatora, obudził się po kilkunastu godzinach spędzonych w kostnicy. O sprawie pisze brytyjski "The Telegraph".

Zdjęcie ilustracyjne /RMF FM

Chłopiec przyszedł na świat na początku stycznia w 7. miesiącu ciąży. Od tego czasu był w inkubatorze. Jednak ojciec dziecka chciał, żeby chłopiec był razem z nim w trakcie świętowania chińskiego Nowego Roku. Mężczyzna wbrew zaleceniom lekarzy wyjął dziecko i zabrał do domu.

Po dwóch dniach stan noworodka znacznie się pogorszył. Po przewiezieniu do szpitala lekarze stwierdzili, że chłopiec nie oddycha, nie był wyczuwalny również puls. Wydano więc akt zgonu.

Jak podają brytyjskie media, ojciec chłopca zawinął więc jego ciało w ciepłe ubranie i zaniósł do kostnicy. Tam dziecko spędziło 15 godzin. Rano ciało miało zostać skremowane.

W pewnym momencie jednak pracownik kostnicy usłyszał kwilenie dziecka. Natychmiast wyjął więc chłopca i zawiadomił lekarzy oraz ojca dziecka. Chłopiec trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. Medycy wciąż walczą o jego życie. Mimo iż jestem pediatrą od 20 lat nie potrafię wyjaśnić, jak dziecku udało się przeżyć - mówił lekarz prowadzący.

Dyrektor placówki w rozmowie z mediami stwierdził, że to lekarze popełnili błąd, nie potwierdzając ponownie śmierci dziecka przed wydaniem aktu zgonu.

(abs)