Joe Biden, który po raz pierwszy jako prezydent USA spotka się dziś z Władimirem Putinem, być może będzie musiał na niego poczekać. Spotkania Putina ze światowymi przywódcami często przyciągają uwagę również tym, że przywódca Rosji przybywa na nie z opóźnieniem.

Podczas poprzedniego szczytu rosyjsko-amerykańskiego, na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem w Helsinkach 16 czerwca 2018 roku Putin przybył z 40-minutowym opóźnieniem. Co prawda, Trump przyjechał jeszcze później, bo dopiero po następnych 20 minutach. W 2012 roku poprzednik Trumpa, Barack Obama czekał 40 minut na Putina na spotkaniu odbywającym się w ramach szczytu G20 w Meksyku.

Dwie godziny po czasie...

W lipcu 2017 roku rosyjski prezydent spóźnił się na rozmowy z ówczesnym premierem Japonii Shinzo Abem. Tuż przed tym spotkaniem Putin przeprowadził pierwszą po wyborze Trumpa rozmowę telefoniczną z prezydentem USA. Zamiast zaplanowanych 75 minut rozmowa trwała dwie godziny. Wówczas Putin w imieniu własnym, jak i Trumpa przeprosił premiera Japonii za spóźnienie.

Niemniej, w identycznej sytuacji Abe znalazł się w grudniu 2015 roku, podczas wizyty prezydenta Rosji w Japonii, gdy Putin przybył aż dwie godziny po czasie. Kreml wyjaśniał później, że spóźnienie wynikało z napiętego grafiku prezydenta, a strona japońska została uprzedzona o takiej możliwości.

Nawał obowiązków to jedna z wersji przyczyn notorycznego spóźniania się przywódcy Rosji. Gazeta "Moskowskij Komsomolec" pisała niegdyś, powołując się na otoczenie prezydenta, że Putin przed każdym ważnym spotkaniem przygotowuje się do niego tak starannie, zagłębiając się w każdy temat, że nie jest w stanie utrzymać się w harmonogramie.

Nawet papież musiał poczekać

"MK" pisał o tym w 2013 roku, gdy media szeroko omawiały niemal godzinne spóźnienie Putina na audiencję u papieża Franciszka. Papież odniósł się do tego spokojnie, podobnie - prasa włoska, gdyż - jak zauważali komentatorzy w Rosji - biorąc pod uwagę reputację gospodarza Kremla trudno było oczekiwać czegoś innego.

Mniej pobłażliwe były media w Korei Południowej, gdy miesiąc wcześniej, w listopadzie 2013 roku, przywódca Rosji kazał czekać na siebie pół godziny ówczesnej prezydent Park Geun-Hye. Gazeta "Korea Times" zatytułowała wówczas materiał: "Mr. Putin, be on time next time!" (ang. Panie Putin, niech pan następnym razem przyjdzie punktualnie!).

Angela Merkel nie miała cierpliwości

Wyrozumiałości dla spóźnialstwa nie miała też kanclerz Niemiec Angela Merkel. W październiku 2014 roku miała rozmawiać z Putinem w kuluarach międzynarodowego spotkania w Mediolanie. Prezydent Rosji przyleciał do Włoch z Serbii spóźniony i kanclerz przeniosła ich spotkanie.

A jednak, prasa rosyjska żartowała po incydencie w Korei Południowej, że półgodzinny "poślizg", to oznaka szacunku ze strony gospodarza Kremla, który potrafi się spóźniać i kilka godzin. Trzy godziny czekał na Putina w maju 2013 roku ówczesny sekretarz stanu USA John Kerry; cztery godziny - Wiktor Janukowycz, gdy w lipcu 2012 roku piastował urząd prezydenta Ukrainy. Z powodu tego braku umiaru niektóre spóźnienia przywódcy Rosji odczytywane są jako umyślne i mające na celu urażenie rozmówcy.

Putin spóźniał się nawet na randki

Zdaniem politologa Dmitrija Abramowa takie spóźnianie się rzeczywiście jest celowe: intencją Putina jest pokazanie, że w polityce światowej zajmuje on takie miejsce, jak carowie w czasach świetności imperium. Kiedy car Rosji wędkuje, Europa może poczekać - odparł Aleksander III swemu ministrowi, gdy ten nalegał, aby car przyjął jednego z europejskich ambasadorów. Nawiasem mówiąc, są opinie, że spośród rosyjskich carów Putin najbardziej ceni właśnie Aleksandra III.

Być może jednak spóźnianie się jest u prezydenta Rosji po prostu trwałym nawykiem. Jego była małżonka Ludmiła Putina wspominała, że już w młodości rosyjski prezydent spóźniał się na randki.

Od tamtych dawnych czasów spóźnień przywódcy Rosji doświadczyły koronowane głowy - w tym królowa Elżbieta, do której w 2003 roku spóźnił się 14 minut - a także zwykli obywatele Rosji, uczestnicy forum młodzieżowego, zagraniczni inwestorzy.

Jak oceniał przed kilkoma laty komentator Michaił Rostowski, spóźnienia stały się wizytówką Putina i wątpliwe jest, by ten jego zwyczaj się zmienił.