​Dziennik "The Telegraph" poinformował, że amerykańscy dyplomaci wstrzymali przygotowania do wizyty prezydenta Donalda Trumpa w Wielkiej Brytanii. To efekt sporu między Trumpem a brytyjską premier Theresą May o radykalną organizację Britain First. Według gazety, Trump miał przyjechać do Wielkiej Brytanii w styczniu i uroczyście otworzyć nowy budynek amerykańskiej ambasady w Londynie. Wyjazd miał być ograniczoną formą wizyty państwowej, co - jak liczyli dyplomaci - miało pomóc uniknąć masowych protestów.

Wysoki rangą dyplomata potwierdził jednak w rozmowie z "Telegraphem", że plany te zostały odłożone po skandalu dyplomatycznym, który dziennik określił jako "wojnę słów" między liderami obu państw i "najpoważniejsze załamanie wzajemnego zaufania" od objęcia urzędu przez Trumpa.

Z kolei "The Times" poinformował, że do planowanej wizyty może dojść nieco później, niż pierwotnie planowano, np. w lutym. Jeśli tylko (Trump) będzie chciał przyjechać, to niewiele możemy zrobić, żeby go powstrzymać - miała przyznać jedna z osób zaangażowanych w przygotowania.

W środę amerykański prezydent podał dalej na Twitterze trzy wpisy wiceszefowej ekstremistycznej antymuzułmańskiej organizacji Britain First, której członkowie byli wielokrotnie karani za mowę nienawiści i ataki na społeczność muzułmańską w Wielkiej Brytanii.

Opublikowane w tweetach filmy przedstawiają antyspołeczne zachowania muzułmanów wobec osób innej wiary. Jeden film pokazuje rozbicie figury Matki Boskiej przez muzułmanina, inny pokazywał bitego i kopanego holenderskiego chłopca chodzącego o kulach, a na trzecim można było zobaczyć osoby zrzucające nastolatka z dachu.

Brytyjskie i holenderskie media podważyły wiarygodność co najmniej jednego z tych nagrań, podkreślając, że przypisywanie tym zdarzeniom kontekstu religijnego jest błędne.

Gdy premier May za pośrednictwem swego rzecznika skrytykowała działania Trumpa, określając je jako "błędne", amerykański prezydent napisał na Twitterze, że nie powinna skupiać się na nim, ale na "destrukcyjnym, radykalnym islamskim terroryzmie, który panoszy się w Wielkiej Brytanii". "My radzimy sobie dobrze!" - dodał.

Występując na konferencji prasowej w Jordanii, szefowa brytyjskiego rządu podkreśliła, że "jest (dla niej) bardzo jasne, iż podawanie dalej wpisów Britain First jest niewłaściwe", dodając, że jest to "nienawistna organizacja, która chce siać podziały i brak zaufania w naszych społecznościach".

Britain First "stoi w fundamentalnej opozycji wobec wartości szacunku, tolerancji i przyzwoitości, które wyznajemy jako naród" - oświadczyła May.

Pytana, czy zwolniłaby jednego ze swoich ministrów za okazanie poparcia dla radykalnie prawicowej organizacji jak Britain First, premier powiedziała, że "jest absolutnie pewna, iż żaden by tego nie zrobił".

Brytyjski ambasador w USA Nigel Kim Darroch złożył formalny protest przeciwko zachowaniu amerykańskiego prezydenta.

(ph)