​Nadzieje Rosji na deal ze Stanami Zjednoczonymi po objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa okazały się być złudzeniem. Moskwa traktuje Amerykę znów jak wroga - pisze niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Prezydent USA Donald Trump /Olivier Douliery / POOL /PAP/EPA

Wkładu Władimira Putina w wyborcze zwycięstwo Trumpa, co jest przedmiotem licznych spekulacji i dochodzeń, nie da się zapewne nigdy dokładnie zmierzyć - zauważa na wstępie autor komentarza Friedrich Schmidt.

"Niespodziewany sukces Trumpa pozbawił Moskwę na krótki czas amerykańskiego kozła ofiarnego, którego zadaniem jest odwracanie uwagi obywateli Rosji od kryzysu we własnym kraju. Z drugiej strony wydawało się, że wynik wyborów otwiera szanse na "deal" i osłabienie zachodnich wartości i instytucji" - wyjaśnia publicysta.

Obecnie, im bardziej kompromis między Putinem a Trumpem staje się mniej prawdopodobny, tym bardziej Moskwa wysuwa na pierwszy plan negatywne cechy amerykańskiego polityka - dodaje autor.

Początkowy rosyjski entuzjazm dla Trumpa nie da się wytłumaczyć jedynie nadzieją na wspólną walkę z terroryzmem - zastrzega Schmidt. Moskwa podniosła "miliardera z Nowego Jorku" do rangi "zbawcy", licząc na to, że "dwaj silni mężczyźni będą decydować o losie innych krajów i ludzi". Wzorem jest umowa z Jałty, zakładająca podział świata na strefy wpływów, co jest centralnym elementem polityki Putina - czytamy w "FAZ".

"Putin chce zdezawuować NATO jako sojusz wojskowy i doprowadzić do akceptacji aneksji Krymu i roli Rosji na Bliskim Wschodzie" - twierdzi komentator.

Obecnie Rosja ma więcej powodów do sceptycyzmu, niż do optymizmu - ocenia Schmidt. Moskwie zależy na wyższej cenie ropy, natomiast Trump chce zwiększyć amerykańskie wydobycie; Rosja jest sojusznikiem Iranu, Waszyngton chce powstrzymać Teheran, a umowę nuklearną z Iranem nazwał "złym porozumieniem" - wylicza autor. Przeszkodą we wspólnej walce z islamskim terroryzmem jest różnica zdań w ocenie prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Konflikty grożą także w dziedzinie broni nuklearnej - podkreśla Schmidt.

Politycy w Moskwie zadają sobie pytanie, z kim w ogóle można rozmawiać w Waszyngtonie, nie narażając się na niebezpieczeństwo, że treść rozmów pojawi się w wyniku przecieku w mediach - czytamy w "FAZ". Odstraszającym przykładem jest sprawa byłego doradcy prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna, który musiał ustąpić ze względu na kontakty z ambasadorem Rosji Siergiejem Kislakiem.

"Krok po kroku wszystko zmierza do rosyjskiej normalności, którą jest wrogość wobec Waszyngtonu" - pisze Schmidt. Wytłumaczenie tej wolty rosyjskim telewidzom nie nastręcza - jego zdaniem - żadnych problemów. "Wystarczy powiedzieć, że Trump chciał dobrze, lecz nie pozwolono mu (na odprężenie z Rosją)" - wyjaśnia autor komentarza.

Pomimo tego Trump pozostanie w pewnym stopniu naturalnym sojusznikiem Putina - uważa publicysta "FAZ". "Krucjata Trumpa przeciwko mediom i wymiarowi sprawiedliwości przypomina narrację Kremla, której celem jest dyskredytacja Zachodu i ochrona systemu władzy w Rosji. Sam Putin by tego lepiej nie wymyślił" - konkluduje Schmidt.

(ph)