Niemcy wybierają nowy Bundestag. Wszystko wskazuje na to, że wybory wygra chadecja, a kanclerz Angela Merkel pozostanie szefową niemieckiego rządu. Sondaże nie dają jednak jasnej odpowiedzi na to, w jakiej koalicji będzie ona rządzić przez najbliższe cztery lata. A obywatele - jak donosi berliński korespondent RMF FM - oczekują zmian, ale niezbyt drastycznych.

Kolorowy bój o głosy, czyli wybory w Niemczech

Niemcy wybiorą w niedzielę deputowanych do Bundestagu. Jak donosi berliński korespondent RMF FM Adam Górczewski, polityczna walka toczy się nie tylko na hasła i programy, ale też... kolory. Najsilniejsze ugrupowania to czarna CDU i czerwona SPD. czytaj więcej

Lokale wyborcze otwarte są od godziny 8. do 18. Do głosowania uprawnionych jest ponad 62,2 mln mieszkańców Niemiec. Około 3,5 miliona pójdzie do urn po raz pierwszy.

Chadecy dążą do utworzenia po wyborach koalicji z liberalną FDP. Jak oceniła w sobotę Angela Merkel, tylko taka konstelacja pozwoli Niemcom szybko wyjść z recesji gospodarczej. Oba ugrupowania zapowiadają w swych programach wyborczych obniżenie podatków.

Jednak według opublikowanego w piątek sondażu instytutu Forsa, chadeckie partie CDU i CSU mogą liczyć na 33-procentowe poparcie, FDP zaś - na 14 procent. Z kolei Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) może otrzymać 25 procent głosów, Zieloni - 10, a postkomunistyczna Lewica - 12 procent. Takie prognozy oznaczają, że chadecy i liberałowie mogą mieć kłopoty ze sformowaniem większości w Bundestagu.

Alternatywą jest zatem kontynuacja wielkiej koalicji CDU/CSU i SPD. Wyścig nie jest rozstrzygnięty - powtarzał na ostatnich spotkaniach wyborczych kandydat SPD na kanclerza Frank-Walter Steinmeier. Ostrzegał też, że ewentualna czarno-żółta koalicja (CDU i FDP) doprowadzi do głębokich podziałów socjalnych w Niemczech.

Jednak korzystne dla chadeków okazać się może rozwiązanie niemieckiego systemu wyborczego, które otwiera drogę do uzyskania dodatkowych miejsc w parlamencie - ponad przewidzianą w ordynacji liczbę 598 deputowanych. Zjawisko tzw. mandatów nadwyżkowych związane jest z obowiązującym w Niemczech mieszanym systemem wyborczym. Połowę członków Bundestagu wybiera się w okręgach jednomandatowych w większościowym głosowaniu, a drugą połowę - z list partyjnych na zasadzie proporcjonalnej. Każdy wyborca dysponuje dwoma głosami.

Wybory do Bundestagu. Al-Kaida zastraszy Niemców?

Na dzień przed wyborami do Bundestagu Niemcy zastanawiają się, jak nie dać się zastraszyć Al-Kaidzie. Ostatnio w Internecie terroryści opublikowali aż trzy filmy z groźbami. Chcą, żeby Niemcy zagłosowali na ugrupowanie, które wycofa wojska z Afganistanu. czytaj więcej

Ugrupowanie, które zdobywa w okręgach jednomandatowych więcej miejsc w Bundestagu, niż wynika to z podziału na podstawie głosów oddanych na listę partyjną, ma prawo do nadwyżkowych mandatów. W mijającej kadencji 16 posłów otrzymało taki dodatkowy mandat, a cały Bundestag liczył 614 deputowanych. Z kolei po niedzielnych wyborach do parlamentu wejść może nawet 23 nadwyżkowych posłów - w tym 21 chadeków.

Jeden z lokali wyborczych odwiedził berliński korespondent RMF FM Adam Górczewski. Jak donosi, Niemcy głosują od Polaków znacznie chętniej. Frekwencja wynosi zazwyczaj ponad siedemdziesiąt procent. W Polsce byłby to bardzo dobry wynik, ale za naszą zachodnią granicą najniższa frekwencja, odnotowana cztery lata temu, wyniosła 77,7 procent. Teraz może być wprawdzie gorzej, ale już od rana drzwi do lokali wyborczych niemal się nie zamykają. Posłuchaj relacji naszego korespondenta:

Jak przekonał się nasz korespondent, Niemcy nie życzą sobie gwałtownych, powyborczych zmian. Dobrze im szło przez te ostatnie lata, więc oby tak dalej. Może ożywcza byłaby zmiana jednego koalicjanta? - mówi o wielkiej koalicji napotkany berlińczyk:

Głosują także mieszkańcy graniczącego z Polską Loeknitz. To właśnie w tej miejscowości wisiały plakaty wyborcze NPD, które nawoływały do powstrzymania polskiej inwazji. Jak przekonał się reporter RMF FM Grzegorz Hatylak, w Loeknitz nie ma kolejek do urn wyborczych. Posłuchaj:

Według sondaży, w tym roku rekordowa jest liczba wyborców niezdecydowanych: w ostatnim tygodniu przed wyborami około jednej trzeciej uprawnionych nie wiedziało jeszcze, kogo poprze albo czy w ogóle pójdzie głosować. O udział w wyborach apelowali więc na finiszu kampanii politycy, a także znane osobistości. W sobotę wieczorem kandydaci sześciu głównych partii politycznych wystąpili w rozrywkowym programie "TV Total" telewizji Pro7, prowadzonym przez popularnego prezentera Stefana Raaba. Zachęcali do udziału w głosowaniu przede wszystkim młodych ludzi - w tym głosujących po raz pierwszy, wśród których grupa niezdecydowanych jest największa.