Prokuratura nie złoży zażalenia na październikową decyzję krakowskiego sądu ws. ekstradycji Romana Polańskiego. Sędziowie z Krakowa zdecydowali, że reżyser ścigany od prawie 40 lat przez amerykański wymiar sprawiedliwości nie zostanie wydany USA.

Nie będzie zażalenia na decyzję sądu ws. ekstradycji Polańskiego /Jacek Bednarczyk /PAP

Podczas posiedzenia krakowskiego sądu pod koniec października, sędzia Dariusz Mazur podkreślał, że przed sądem w USA została już przed laty zawarta ugoda z Romanem Polańskim. W ramach tej ugody oskarżony przyznał się do jednego zarzutu, a reszta została odpuszczona. Doszło także do charakterystycznego dla tej procedury spotkania w gabinecie sędziego. Określono zakres odpowiedzialności, ale nie określono wymiaru kary - stwierdził sędzia. Jak obliczył sąd, łączny okres pozbawienia wolności Romana Polańskiego - razem z pobytem w zakładzie karnym w USA i aresztem domowym w Szwajcarii - wyniósł równowartość 365 dni kary.

Jest to 8-krotność kary według pierwszej ugody i 4-krotność późniejszej, narzuconej ugody. Pojawia się retoryczne pytanie: o co chodzi Amerykanom z tym wnioskiem o ekstradycję? Sąd racjonalnej odpowiedzi nie znajduje. Na zdrowy rozum nie ma na to dobrej odpowiedzi - tłumaczył Dariusz Mazur. Jak dodał, "Polska jest stroną Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności - i jest zobowiązana do przestrzegania zapisów tej konwencji". W przypadku stwierdzenia dopuszczalności ekstradycji doszłoby do naruszenia praw Romana Polańskiego i Polska naraziłaby się na zarzuty złamania konwencji - powiedział.


"Determinacja amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości jest zaskakująca i niezrozumiała"

Obrońcy reżysera powoływali się na dowody wskazujące ich zdaniem na to, że wniosek o ekstradycję jest bezzasadny z powodu zawarcia ugody przed sądem amerykańskim i odbycia już kary przez Polańskiego. Powoływali się m.in. na zgromadzone do sprawy dokumenty, oświadczenia uczestników postępowania w USA, ich wywiady i wypowiedzi do filmu dokumentalnego "Roman Polański. Ścigany i pożądany" Mariny Zenovich z 2008 roku oraz notarialne oświadczenie reżyserki, że wywiady na potrzeby filmu są autentyczne.

Zaskakująca i niezrozumiała jest determinacja amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości w sytuacji, kiedy pokrzywdzona domaga się od wielu lat umorzenia, wybaczyła mu i pojednała się, a kara została uzgodniona i wykonana z nawiązką, na co są wiarygodne dowody - mówił mec. Jan Olszewski. Jak podkreślił, "Amerykanie grają nie fair, celowo ukrywają niewygodne fakty, a eksponują inne". To nie Roman Polański naruszył warunki ugody - stwierdził adwokat.

Z kolei mec. Jerzy Stachowicz podkreślał, że "z europejskiego punktu widzenia w sprawie Romana Polańskiego naruszono przepisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności" oraz zakaz nieludzkiego lub poniżającego traktowania, prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego, zakaz karania bez podstawy prawnej, prawo do uszanowania życia prywatnego i rodzinnego.


Będą go ścigać. Do końca

Z kolei amerykańscy śledczy podkreślają, że nie ma wątpliwości, że filmowiec wykorzystał nieletnią, a później zbiegł z USA. Ich zdaniem Roman Polański powinien wrócić do Stanów Zjednoczonych i na miejscu wszystko wyjaśnić. Dla nich reżyser jest zbiegiem, którego należy ścigać.

Roman Polański ma w planach nakręcenie nowego filmu. Zdjęcia jeszcze się jednak nie zaczęły. Opóźnione są już prawie o rok, bo część z nich ma powstać w Polsce. Ekipa nie zacznie, dopóki nie będzie "bezpieczeństwa prawnego reżysera". Żaden producent nie zaryzykuje bowiem wyłożenia dużych pieniędzy na projekt, który może zostać przerwany. W Polsce filmowiec  pojawia się zawsze w towarzystwie prawników i pracowników ochrony. Z obawy przed aresztowaniem Polański nie odebrał w 2003 roku Oscara, przyznanego mu za reżyserię "Pianisty".