Słowackie media dość skąpo informują o przypadku wąglika u bydła na wschodzie kraju. Tam w przeciwieństwie do naszego kraju nie jest to temat numer jeden. Przeglądając tamtejszą prasę trudno jest nawet znaleźć informacje na ten temat.

Nie trzy, ale aż 36 krów ze Słowacji, gdzie wśród bydła wykryto wąglika, trafiło do Polski. Wszystkie te krowy przewieziono do rzeźni w Starym Sączu. Na razie decyzją powiatowego inspektora weterynarii wstrzymano ich ubój. czytaj więcej

Pierwsza informacja o wykryciu wąglika w gospodarstwie Milana Homzy w Staszkowcach na północnym wschodzie kraju pojawiła się we czwartek w ubiegłym tygodniu. Wygląda na to, że nasi weterynarze, którzy twierdzą, że wąglika wykryto dopiero w poniedziałek, nie mają pełnej wiedzy na ten temat.

Najpierw padła jedna krowa, a potem dwie kolejne z tego stada. Stado, które liczy w sumie 150 sztuk, zostało odizolowane od innych i poddane kwarantannie, która ma trwać 30 dni. Krów nikt jednak nie wybija, podano im jedynie antybiotyk. Antybiotyk zaaplikowano także pracownikom farmy.

Lekarze weterynarii szybko odkryli źródło zakażenia. Od starszych mieszkańców wsi dowiedzieli się, że na terenie pastwiska chowano kiedyś padłe zwierzęta. To prawdopodobnie stamtąd, wypłukane przez deszcze, wydostały się bakterie wąglika. Przetrwalniki mogą przeżyć w glebie nawet 50 lat.

W sobotę kolejna krowa padła w innym gospodarstwie w tej samej wsi. Co niepokojące, to stado pasło się na zupełnie innym pastwisku, po drugiej stronie miejscowości. Słowackie służby weterynaryjne dotąd nie wyjaśniły jak w tym przypadku doszło do zakażenia. To stado liczące 120 sztuk, także zostało poddane kwarantannie.

Jak podają słowackie media, właśnie z tego drugiego stada trzy krowy zostały sprzedane na ubój do Polski. Według hodowcy było to pod koniec sierpnia.

Zdaniem Słowaków polskim krowom nic nie grozi

Jeżeli wierzyć Słowakom, nam nic nie grozi. Objawy zakażenia wąglikiem pojawiają się u bydła najpóźniej w kilka dni po kontakcie z bakterią. Krowy do Polski miały trafić na dwa miesiące przed pierwszym przypadkiem wykrycia wąglika w stadzie. Gdyby były zakażone, najpewniej już dawno by padły.

Słowackie służby zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą i nie ma obaw rozprzestrzenienia się wąglika. Pozostałe krowy w obu stadach są zdrowe, ale na wszelki wypadek jeszcze przez kilka tygodni będą odizolowane. W Staszkowcach obradował sztab kryzysowy, ale nie ogłosił stanu wyjątkowego.

W tym rejonie Słowacji już kilka razy dochodziło do zakażenia bydła wąglikiem. Ostatni raz dwa lata temu we wsiach położonych w innej części tego samego powiatu: Sobosz, Sztefurow i Okruhle.