To indyjski 11 września - tak o serii zamachów w Bombaju mówi Krzysztof Mroziewicz. Były ambasador w Indiach w rozmowie z reporterem RMF FM zaznacza, że o podobieństwie do zdarzeń sprzed siedmiu lat świadczy m.in. fakt, że Bombaj to centrum finansowe Indii.

125 osób zabitych, prawie 300 rannych - to bilans zamachów w indyjskim Bombaju. Dowódcy hinduskiej armii twierdzą że zamachowcy pochodzili z Pakistanu. W atakach zginęło siedmiu cudzoziemców. Policja zabiła wszystkich terrorystów zabarykadowanych w hotelu Taj-Mahal. Czterej Polacy, którzy byli w... czytaj więcej

Przypadkowy nie był również wybór miejsca ataku, tj. dwa najdroższe hotele, w których zatrzymują się głównie cudzoziemcy. Jest jeszcze jeden powód, dlaczego islamiści wybrali właśnie Bombaj. Podziemiem żądzą mafie muzułmańskie, sterowane z Pakistanu, natomiast życiem politycznym rządzi fundamentalizm hinduistyczny i one ze sobą prowadzą bezustanną wojnę - zaznacza Mroziewicz.

Według byłego ambasadora terroryści, którzy odpowiadają za serię zamachów, są powiązani z Al-Kaidą. Ich działania mają związek z Pakistanem i Kaszmirem, inaczej – jak twierdzi – akcja byłaby skromniejsza.

Bombaj to szósta z największych metropolii świata. Mieszka w niej 17 milionów mieszkańców. Jest ważnym ośrodkiem finansowym. Miasto często nazywane jest Hollywoodem, gdyż jest stolicą indyjskiej kinematografii.