Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zarzucił administracji ustępującego prezydenta USA Baracka Obamy, że zrujnowała relacje z Rosją. Według niego amerykańskie sankcje gospodarcze są nieprzemyślane, a sankcje personalne - śmieszne i niezauważalne.

Dmitrij Miedwiediew /YURI KOCHETKOV /PAP/EPA

Nie wiemy, jak będzie budować relacje z naszym krajem nowa administracja amerykańska, ale mamy nadzieję na rozsądek - napisał Miedwiediew na swojej stronie na Facebooku.

Szef rządu oświadczył w tym komentarzu, że administracja Obamy "okazała całkowity brak dalekowzroczności w tak skomplikowanej kwestii, jak relacje z Rosją". Nie uwzględniła ona - jego zdaniem - "że taki sposób rozmowy jest niedopuszczalny z krajem, który jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ". Rosja - napisał Miedwiediew - to "kraj, który dysponuje potencjałem obronnym równym amerykańskiemu". Ocenił, że nie jest przesadą twierdzenie, iż "od relacji USA i Rosji zależy los najważniejszych inicjatyw międzynarodowych".

Premier Rosji oświadczył, że degradacja w stosunkach dwustronnych nastąpiła pod koniec drugiej kadencji Obamy. Presja na nasz kraj osiągnęła skalę bez precedensu. Nieprzemyślane sankcje gospodarcze, które niczego nie dały, sprowadziły praktycznie naszą współpracę do poziomu zerowego. Jakichś śmiesznych ograniczeń personalnych nikt nie zauważył - napisał Miedwiediew. Ocenił, że USA nie odniosły w rezultacie żadnych korzyści.

Ekipie Obamy Miedwiediew zarzucił, że doprowadziła stosunki z Moskwą "do najniższego poziomu w ciągu ostatnich dziesięcioleci". Szef rządu Rosji nazwał to "głównym błędem geopolitycznym" odchodzącej administracji USA.

(az)