Hiszpańskie i portugalskie media oceniają, że niedzielne wybory parlamentarne we Francji poprzez swoją rekordowo niską frekwencją przejdą do historii jako jedne z najmniej demokratycznych wyborów od czasu zakończenia II wojny światowej.

Emmanuel Macron /BERTRAND GUAY /PAP/EPA

Wskazują też na pełną populizmu retorykę walczących o miejsca w parlamencie liderów partii politycznych.

Media na Półwyspie Iberyjskim odnotowują, że dzięki dobremu wynikowi w II turze wyborów parlamentarnych ugrupowanie prezydenta Emmanuela Macrona LREM i koalicyjna partia MoDem zapewniły sobie co najmniej 301 miejsc w 577-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.

Zarówno dziennikarze, jak i eksperci źle oceniają poziom dyskusji politycznej, jaki w ostatnim czasie dominuje we Francji.

Madrycki dziennik "El Mundo" wskazuje, że "w swoim protekcjonizmie Emmanuel Macron dorównuje Donaldowi Trumpowi, a może nawet go przewyższa". Zdaniem gazety młody polityk, o pozornie liberalnych poglądach, w ostatnim czasie dał wyraz swojej “paranoi" dotyczącej wyjścia zagranicznego kapitału z Francji.

Macron zaczyna niczym Donald Trump. Jest jedynie lepiej od niego ubrany - ocenił prezydenta Francji madrycki dziennik.

Podobne spostrzeżenia ma lizboński ekonomista Miguel Monteiro, według którego retoryka Macrona i jego partii bazuje na “tanich chwytach" typowych dla skrajnych ugrupowań politycznych.

Jednym z nich były pamiętne groźby Macrona pod adresem Polski, wygłoszone w czasie kampanii prezydenckiej. Wywodzący się z liberalnych środowisk polityk, mający doświadczenie w ekonomii, nie powinien zapominać, że biznes idzie tam, gdzie chce, szukając zawsze najkorzystniejszych dla siebie rachunków - powiedział PAP Miguel Monteiro.

W kwietniu Macron we francuskim zakładzie firmy Whirlpool, która zapowiedziała inwestycje w Polsce kosztem Francji, zapowiedział, że nie dopuści do likwidowania miejsc pracy w ojczystym kraju. W udzielonym wówczas wywiadzie zagroził Polsce sankcjami, stwierdzając, że “nie można tolerować kraju, który w UE rozgrywa różnice kosztów społecznych".

Także komentatorzy portugalskiej telewizji TVI wskazują, że zarówno Macron, jak i jego ugrupowanie zdobyło pełnię władzy we Francji na fali haseł populistycznych. Wskazują, że młody prezydent jak żaden ze swoich ostatnich poprzedników z łatwością szermuje hasłami, które “chciałyby usłyszeć masy".

Tymczasem w ocenie lizbońskiego dziennika “Diario de Noticias" niedzielne głosowanie ujawniło, że Francuzi są zmęczeni demokracją i coraz rzadziej decydują się na udział w wyborach.

Rekordowa liczba osób - blisko 57 proc. uprawnionych do głosowania - które w niedzielę pozostały w swoich domach, nie napawa optymizmem. Być może jest to przejaw zmęczenia, wynikający z faktu, że w ciągu zaledwie siedmiu miesięcy Francuzi aż ośmiokrotnie byli zapraszani do udziału w wyborach - odnotowała portugalska gazeta.

Dziennik wskazuje, że choć w niedzielę ugrupowanie prezydenta i jego koalicjant zdobyły większość bezwzględną w parlamencie, przyszłość Francji będzie zależała od sprawnego prowadzenia polityki przez osobę, która w “wielkiej polityce stawia dopiero pierwsze kroki".

Niedzielne zwycięstwo LREM stawia Macrona przed szansą odbudowy silnego sojuszu niemiecko-francuskiego, który wydaje się niezbędny dla sukcesu Unii Europejskiej - dodał “Diario de Noticias".

Hiszpańskie i portugalskie media są zgodne, że duży udział w zwycięstwie Macrona w wyborach prezydenckich i sukcesie wyborczym jego partii miała zakończona w tym roku “fatalna prezydentura" socjalisty Francois Hollande'a". Wskazują na najgorszy w historii wynik socjalistów, którzy nie mogą liczyć na więcej niż 49 mandatów.

(az)