Prezydent Emmanuel Macron chce złamać poczucie wstydu, towarzyszące milczeniu ofiar przemocy wobec kobiet i zmienić "seksistowską kulturę kraju". W niemal godzinnym przemówieniu mówił m.in. o 123 śmiertelnych ofiarach przemocy wobec kobiet we Francji.

Emmanuel Macron /LUDOVIC MARIN /PAP/EPA

Macron wobec 200 przedstawicieli stowarzyszeń, instytucji i klasy politycznej, zaproszonych do Pałacu Elizejskiego z okazji Międzynarodowego dnia przeciwko przemocy wobec kobiet, oświadczył, że równość kobiet i mężczyzn jest "wielką sprawą pięciolecia". Minutą ciszy oddał hołd 123 kobietom zabitym w 2016 roku we Francji przez partnerów.

Francja nie może być dłużej krajem, w którym kobiety się boją - mówił Macron i wymienił "trzy priorytety" na najbliższych pięć lat. Są to "edukacja i walka kulturowa o równość", "większe wsparcie dla ofiar" i "wzmocnienie represyjnego arsenału".

Prezydent potwierdził stworzenie kategorii "przestępstwa na tle seksualnym" z "odstraszającą" karą. Przekonywał, że tzw. minimalny wiek przyzwolenia na akt seksualny powinien zostać ustalony na 15 lat, co oznacza uznanie za niedopuszczalne współżycie z dziećmi młodszymi niż 15-letnie bądź dopuszczanie się wobec nich innych czynności seksualnych.

Aby zachęcić do składania skarg, zostanie stworzona internetowa strona dla ofiar przemocy, nękania lub dyskryminacji, która będzie im służyć pomocą i informacjami, jakie kroki podjąć.

W całej Francji w sobotę odbywały się manifestacje, które - według mediów - były konsekwencją szoku wokół molestowania seksualnego przez amerykańskiego producenta filmowego Harveya Weinsteina. W Paryżu demonstrowało - jak podała policja - około 2 tys. ludzi; na czele pochodu szły ubrane na czarno kobiety z tabliczkami z imionami kobiet zabitych w 2017 roku.

(az)