Za zamachami w Bombaju stoi Al-Kaida, a żądania islamskich terrorystów nie mają żadnego znaczenia – twierdzi ekspert do spraw terroryzmu Krzysztof Liedel. Jego zdaniem tropem prowadzącym do międzynarodowej siatki Osamy Bin Ladena jest sposób działania napastników.

125 osób zabitych, prawie 300 rannych - to bilans zamachów w indyjskim Bombaju. Dowódcy hinduskiej armii twierdzą że zamachowcy pochodzili z Pakistanu. W atakach zginęło siedmiu cudzoziemców. Policja zabiła wszystkich terrorystów zabarykadowanych w hotelu Taj-Mahal. Czterej Polacy, którzy byli w... czytaj więcej

Liedel mówi o ataku symultanicznym, czy połączeniu zamachów bombowych z ostrzelaniem i wzięciem zakładników. Ci, którzy przygotowywali ten zamach lub brali w nim udział, byli szkoleni lub przebywali w obozach Al-Kaidy, gdzie ta taktyka jest ćwiczona i przekazywana niedużym, lokalnym ugrupowaniom terrorystycznym - zaznacza.

Jak przekonuje, terrorystom chodzi o wywołanie psychologicznego: Chodzi o eskalację ofiar. Próba brania zakładników i stawianie jakichkolwiek żądań, kiedy wcześniej dokonało się ataków bombowych, kiedy są już ofiary, z góry ma mały sens logiczny. Tak naprawdę nikt nie będzie przecież z tymi terrorystami już negocjował.

Ekspert do spraw terroryzmu dodaje, że miejsce zamachu nie jest przypadkowe. Obecnie dla Al-Kaidy tamten region świata jest najważniejszy ze względów strategicznych. Do tego, zamach przeprowadzić jest tam łatwiej niż na Zachodzie.