Dziesiątki tysięcy mieszkańców Kraju Basków stworzyły w niedzielę łańcuch ludzki liczący ponad 200 km. Uczestnicy demonstracji domagali się prawa do decydowania o przyszłości tego regionu na północy Hiszpanii.

Łańcuch rąk /Gorka Estrada /PAP/EPA

Demonstranci trzymali się za ręce lub za chusty, a utworzony w ten sposób łańcuch ludzki połączył trzy miasta: San Sebastian, Bilbao i Vitorię, gdzie mieści się baskijski parlament.

Na apaszkach widniał napis w języku baskijskim: "To jest w naszych rękach", od nazwy grupy, która zorganizowała demonstrację. Organizatorzy twierdzą, że w wydarzeniu wzięło udział 175 tys. osób, w tym politycy i działacze opowiadający się za niepodległością Kraju Basków i Katalonii. Lokalna policja nie przedstawiła danych na ten temat.


Kraj Basków dysponuje największym stopniem autonomii spośród wszystkich 17 hiszpańskich regionów. Ma własne siły policyjne, system oświaty, język i specjalne związki finansowe z Madrytem.

Władze w Madrycie odmówiły zgody na oficjalne referendum w sprawie odłączenia się Katalonii od reszty kraju. Regionalny rząd w ub. roku ogłosił jednostronną deklarację niepodległości, na co rząd centralny zareagował przejęciem kontroli nad Katalonią.

Pod koniec maja mająca większość w parlamencie Kraju Basków Baskijska Partia Nacjonalistyczna (PNV) i EH Bildu przyjęły preambułę do projektu nowego statutu autonomii regionu. Dokument zakłada możliwość przeprowadzenia referendum niepodległościowego.

Najbardziej radykalną formę walki Basków o niepodległość prowadziła utworzona w 1959 r. ETA. Jej członkowie dopuścili się licznych zamachów, głównie na policjantów i urzędników państwowych, w których zginęło w sumie ponad 850 osób. 4 maja we francuskiej miejscowości Cambo-les-Bains władze grupy ogłosiły jej samorozwiązanie. 


(mch)