Polski jacht "Selma Expeditions", dowodzony przez kpt. Piotra Kuźniara, w Wielką Sobotę powrócił do Argentyny po roku żeglowania i pokonaniu 23 tysięcy mil morskich (około 42 600 km). 12 lutego załoga jachtu ustanowiła rekord świata w żegludze na Południe.

Zacumowaliśmy w Marinie Yacht Club Argentino w Mar del Plata. Z Ushuaia na Ziemi Ognistej wypłynęliśmy 6 kwietnia 2014 roku. Za rufą "Selmy" 23 tysiące mil morskich. Minione miesiące były fantastycznym kalejdoskopem wydarzeń i przygody - powiedział Polskiej Agencji Prasowej kpt. Kuźniar.

"Jeżeli pobijało się kiedyś rekordy sportowe, to nie znaczy, że trzeba to robić przez całe życie. Wędrówka do Santiago będzie miała zupełnie inny wymiar i trudno ją porównać do wcześniejszych wypraw. Podążam za swoją intuicją" - mówi Marek Kamiński, który w poniedziałek będzie już w... czytaj więcej

W trwającej rok wyprawie "SELMA-ANTARKTYDA-WYTRWAŁOŚĆ" jacht z kolejnymi załogami przemierzył Pacyfik, dotarł do Australii i wziął udział w 70. regatach Sydney - Hobart. Z Tasmanii, z obecnym zespołem, wypłynął w połowie stycznia, osiągając najzimniejszy akwen na Ziemi - Zatokę Wielorybów na antarktycznym Morzu Rossa.

Zmagaliśmy się z zamarzającym błyskawicznie morzem, forsowaliśmy pak lodowy, żeglowaliśmy w mrozie i sztormie wzdłuż Wielkiej Bariery Lodowej Rossa, byliśmy w Zatoce Wielorybów i przy chacie Sir Ernesta Shackletona, zdobyliśmy szczyt wulkanu Erebus (3794 m), opłynęliśmy Horn. Jesteśmy szczęśliwi, że Wielkanoc spędzimy w Argentynie, korzystając z dobrodziejstwa lądu. Na pierwszym miejscu jest... gorący prysznic - podkreślił Kuźniar.

Ostatnie 100 mil to - jak wspomniał - żeglowanie ostro do przodu albo... stanie w ciszy. Na horyzoncie szalała wielka burza, ale całkowicie bezgłośna. Widać było potężne rozbłyski. Mieliśmy odczucie, jakbyśmy wpływali w oko cyklonu. Było czerwono, potem granatowo, biało, a na końcu gwieździście i księżycowo - relacjonował.

Jak zaznaczył, "coś się kończy, coś zaczyna". Roczny etap jednej wyprawy jest początkiem kolejnej. Na horyzoncie kapitan widzi już nowe wyzwania, ale najpierw czas na "świąteczne porządki", bo wielkanocne wypieki żeglarze zrobili już na jachcie.

Poniedziałek jest dniem roboczym. Załatwimy szereg spraw, dokonamy zakupów, nastąpi zmiana załogi i chyba we wtorek wyjdziemy znowu w morze. Weźmiemy kurs na Barbados - poinformował Kuźniar - mieszkaniec Wrocławia, biolog, płetwonurek, wspinacz i entuzjasta rejsów polarnych.

(edbie)