​Czwartą sobotę z rzędu tysiące mieszkańców Korei Płd. protestowało w stolicy kraju przeciwko prezydent Park Geun Hie i domagało się jej ustąpienia w związku ze skandalem korupcyjnym i politycznym. Tymczasem prokuratura rozważa przesłuchanie szefowej państwa.

Protestowało ponad sto tysięcy osób w samej stolicy Korei Południowej /STRINGER/POOL /PAP/EPA

Policja podała w sobotę, że na ulicach Seulu demonstrowało ok. 30 tys. osób. Zgromadzenie rozpoczęło się przed urzędem miasta, a następnie protestujący udali się w pobliże starego pałacu, gdzie tydzień temu zebrało się ponad sto tysięcy ludzi. Była to największa demonstracja w Korei Południowej od czasu obalenia dyktatury.

W sobotę doszło też do nielicznej demonstracji poparcia dla prezydent Park.

Południowokoreańska prokuratura planuje do niedzieli oficjalnie oskarżyć wieloletnią przyjaciółkę prezydent - Czoi Sun Sil. W najbliższych dniach śledczy zamierzają też przesłuchać samą Park. Sun Sil jest przez media określania mianem "szamanki". Jej ojciec był założycielem sekty pod nazwą "Kościół wiecznego życia". 

Prezydent znalazła się w opałach po wykryciu, że jej bliska znajoma Czoi, miała dostęp do poufnych dokumentów państwowych, w tym do wstępnych wersji tekstów jej przemówień. Zarzuca się jej również próby wyłudzenia dużych sum pieniędzy od czołowych koncernów południowokoreańskich, w tym od Samsunga.

W związku ze skandalem prokuratura zatrzymała w tym miesiącu byłego doradcę prezydent. Ahn Jong-beom, jej wieloletni przyjaciel, oskarżany jest o to, że wykorzystywał swoje powiązania z Park, by wyłudzić duże sumy pieniędzy od koncernów w Korei Południowej.

W związku z nasilającymi się protestami opozycja wywiera coraz większą presję na Park, aby ustąpiła ze stanowiska. W czwartek parlament przyjął prawo umożliwiające zbadanie skandalu przez specjalnego prokuratora. Pojawiają się też głosy, że jeśli Park nie zrezygnuje, wtedy podjęta zostanie próba odwołania jej z urzędu.

Kadencja Park trwa do 24 lutego 2018 roku.

(az)