​Narkotykowy baron Pablo Escobar zginął w 1993 roku, ale jego sąsiedzi wciąż żyją w strachu - donosi "Daily Mirror". Wszystko przez hipopotamy, które uciekły z prywatnego zoo Kolumbijczyka. Potężne zwierzęta od lat terroryzują okolicę.

Zdj. ilustracyjne /M. Woike /PAP/EPA

Kokainowy przestępca w pewnym momencie swojego życia postanowił otworzyć swoje własne, prywatne zoo. Do swojej posiadłości ściągał słonie, żyrafy, tygrysy, małpy, zebry i właśnie hipopotamy.

Te ostatnie żyły w sztucznie stworzonym jeziorze. Szybko okazały się jednak niezależne i uciekły z posiadłości. Teraz żyją w okolicznych rzekach i terroryzują mieszkańców miasta Dorada. W ciągu ostatnich tygodni już kilka osób musiało uciekać przed potężnymi, 3-tonowymi zwierzętami.

Dzieci bawiły się na ulicy, kiedy nagle z pobliskiej rzeki wybiegł hipopotam. Był olbrzymi, monstrum. Zabiłby te dzieci w mgnieniu oka - opowiada w rozmowie z "Daily Mirror" jedna z mieszkanek. To tylko kwestia czasu, aż Pablo Escobar zabierze kolejne życie - dodaje.

W prywatnym zoo Escobara żyły cztery hipopotamy - jeden samiec i trzy samice. Przez lata jednak ich populacja znacznie urosła. Mieszkańcy Dorady twierdzą, że jest ich nawet ponad 60. 

(az)