Mieszkańcy najmniejszego państwa Skandynawii właśnie wybierają parlamentarzystów w przedterminowych wyborach. Realne szansę na wygraną i stworzenie koalicji rządowej ma populistyczna Partia Piratów.

Wybory na Islandii /PAP/EPA/Birgir Thor Hardarson /PAP/EPA

Przedterminowe wybory to efekt kwietniowej afery Panama Papers. Wyciekły wówczas tajne dokumenty, które pokazały ukryty majątek ówczesnego premiera Sigmundura Davida Gunnlaugssona. Po licznych protestach partie rządzące zgodziły się na skrócenie kadencji, jednak straciły zaufanie Islandczyków.

Kilka tysięcy polskich głosów może przesądzić o wynikach wyborów - powiedział Bogusław Szemioth, konsul honorowy Islandii w Polsce. To właśnie głosy Polaków mogą być tymi głosami, które przechylą szalę wyborów w jedną lub w drugą stronę - dodał.

Partia Piratów to populistyczne ugrupowanie hakerów, anarchistów i osób walczących o prywatność w internecie. Do tej pory partia miała 3 posłów.

(łł)