Do jednej ze stacji metra w Hongkongu wrzucono koktajle Mołotowa. Stacja została uszkodzona, ale nikt nie odniósł żadnych obrażeń. Na ulice Hongkongu tego dnia ponownie wylegli prodemokratyczni demonstranci.

Jak zastrzega agencja Assocaited Press, protest nie wydaje się tak liczny, jak demonstracje z zeszłego weekendu, które zgromadziły wiele tysięcy uczestników.

"Policja ostrzega uczestników zamieszek, aby natychmiast zaprzestali wszelkich nielegalnych działań. Potępiamy wszelkie akty przemocy i dokładnie zbadamy sprawę" - zakomunikowały władze w oświadczeniu. Jak dodały, w wyniku ataku butelek z benzyną stacja metra Kowloon Tong została poważnie uszkodzona. Hongkońskie metro przewozi codziennie zwykle około 5 milionów osób.

AP pisze o kilku tysiącach demonstrantów, którzy przeszli w pokojowym marszu przez dzielnicę Kowloon.

Z kolei japońska agencja Kyodo informuje o setkach uczestników marszu, w większości z zakrytymi twarzami, co jest niezgodne z ogłoszonym niedawno zakazem. "Noszenie masek to nie przestępstwo" - wykrzykiwał tłum. Protestujący po raz kolejny domagali się wycofania obecnie zawieszonego projektu zmian prawa, który miał m.in. umożliwić ekstradycję podejrzanych do Chin kontynentalnych. "Wyzwolić Hongkong! Rewolucja naszych czasów!", "Hongkończycy, rebelia!" - krzyczeli manifestanci.

U podstaw tego sprzeciwu leży brak zaufania do chińskiego wymiaru sprawiedliwości oraz poczucie, że rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię Hongkongu. Władze Hongkongu obiecały niedawno, że wycofają kontrowersyjny projekt, ale nie przychyliły się do pozostałych postulatów protestujących, w tym powołania niezależnej komisji do zbadania działań rządu i rzekomych przypadków nadużycia siły przez policję, uwolnienia wszystkich zatrzymanych demonstrantów i demokratycznych wyborów władz regionu.

Trwające od czerwca demonstracje pogrążyły Hongkong w największym kryzysie politycznym od jego przyłączenia do Chin w 1997 roku. Najnowszą eskalację protestów i przemocy wywołał zakaz zakrywania twarzy podczas demonstracji.

4 i 5 października po ogłoszeniu tego zakazu grupy radykalnych demonstrantów niszczyły i podpalały stacje metra, oddziały banków i sklepy. 6 października w pokojowym marszu protestu uczestniczyły dziesiątki tysięcy osób, a po interwencji policji doszło do kolejnych starć.