Nad Pragą i północnymi Czechami przeszły gwałtowne burze z ulewnymi deszczami oraz gradem. W wyniku nawałnicy nie żyje jedna osoba, trwają również poszukiwania drugiej.

zdj. ilustracyjne /Narendra Shrestha /PAP/EPA

Ofiarą śmiertelną jest młoda kobieta, która uczestniczyła w geocachingu, grze terenowej polegającej na poszukiwaniu skrytek za pomocą odbiornika GPS. Uczestniczka zabawy najprawdopodobniej znalazła się w czasie ulewy w kanale jednego z dopływów Wełtawy, gdzie utonęła. Jej ciało zostało odnalezione w rzece w centrum miasta.

Policyjni płetwonurkowie wciąż poszukują mężczyzny, który najprawdopodobniej także brał udział w grze i zaginął w trakcie ulewy.

Deszcz i bardzo silny wiatr skomplikował transport miejski w Pradze. Wstrzymany został ruch tramwajowy w dzielnicy Smichov. Częściowo zalane zostały tunele, w kilku miejscach ulice były nieprzejezdne. Strażacy musieli usuwać powalone drzewa.

Ulewa zagroziła także zabytkowemu klasztorowi św. Agnieszki. Woda sięgała na wysokość 40 centymetrów i trzeba było ją wypompowywać. Agencja CTK poinformowała, że klasztorne zbiory sztuki średniowiecznej są bezpieczne. 

Strażacy musieli także pomagać osobom, które pływały po Wełtawie rowerami wodnymi. Ludzie w czasie nawałnicy szukali schronienia pod mostem Karola, skąd byli wyciągani przez służby ratunkowe.

Burza i ulewa w Pradze przerwała również uroczystość zakończenia kariery sportowej popularnego piłkarza Tomasza Rosickyego, czyli pokazowy mecz, w którym uczestniczyli m.in. zawodnicy z praskiej Sparty, czeskiej reprezentacji, klubów z Dortmundu i Amsterdamu. Mecz wznowiono po godzinie.

Meteorolodzy przewidują, że w niedzielę po południu w Czechach znów pojawią się burze i silne deszcze. Ostrzeżenia w tej sprawie wydano dla całego kraju. 

(j.)