Policja użyła gazu łzawiącego, aby rozpędzić demonstrantów protestujących w centrum Aten przeciwko nowym środkom oszczędnościowym, które grecki parlament ma przyjąć w czwartek - informuje agencja Reutera. Grecja od rana jest sparaliżowana. Nie kursują promy, autobusy, pociągi, lotniska działają z przerwami. Pracę przerwali nawet lekarze poza szpitalami i wszyscy urzędnicy. Zamknięte są banki, szkoły, nawet biura turystyczne. Grecy protestują przeciwko kolejnemu pakietowi przedsięwzięć oszczędnościowych, dzięki którym rząd chce zaoszczędzić 4 mld euro. Pakiet obejmuje redukcję emerytur od 2019 roku i podwyżki podatków od roku 2020. Jest to warunkiem kontynuowania przez międzynarodowych wierzycieli pomocy finansowej dla Grecji.

Na ulice Aten wyszło ponad 14 tys. osób /ORESTIS PANAGIOTOU /PAP/EPA

Demonstracje w Atenach rozpoczęły się o godzinie 10. Protestujący nieśli banery z hasłami: "Nie dla polityki zaciskania pasa, tak dla umorzenia długu!" czy "Oddajcie nam wywalczone prawa, które nam ukradliście!". Demonstrujący skandowali: "Oni mówią o stratach i zyskach, my mówimy o ludzkim życiu!".

Świadkowie zdarzeń w stolicy Grecji, Atenach informują, że w odpowiedzi na użycie gazu przez policję demonstranci rzucili w kierunku sił porządkowych petardy.

Niektórzy protestujący wyrażali złość w stosunku do koalicyjnego rządu premiera Aleksisa Ciprasa, którego lewicowa partia Syriza obiecywała w kampanii wyborczej zaprzestanie cięć. Powiedzieli nam, że skończą z polityką zaciskania pasa (...), a zamiast tego sprowadzili na nas katastrofę - oświadczył 62-letni uczestnik demonstracji.

Według wstępnych szacunków policji na ulice Aten wyszło w środę ponad 14 tys. osób.

Strajk generalny sparaliżował kraj

Pracownicy sektora transportowego, urzędnicy państwowi, kontrolerzy ruchu oraz pracownicy służby zdrowia nie poszli do pracy lub przerwą pracę. W publicznej służbie zdrowia w środę pracują jedynie ekipy ratownicze. Transport kolejowy i autobusowy jest sparaliżowany. W środku dnia na cztery godziny pracę przerwą pracownicy kontroli lotów powietrznych, co spowoduje odwołanie lub opóźnienie ponad 150 lotów.

We wtorek rozpoczął się również czterodniowy strajk pracowników promów, którzy protestują m.in. przeciwko pracy na czarno. Strajk załóg promów oznacza, że te greckie wyspy, na których nie ma lotnisk, aż do piątku będą praktycznie odcięte od świata - zauważa agencja AP. We wtorek 24-godzinny strajk rozpoczęli też dziennikarze; w radiu i telewizji nie było tego dnia wiadomości. Z powodu strajku dziennikarzy w środę nie ukazały się w Grecji gazety.

Rząd chce zaoszczędzić 4 mld euro

Grecy nie chcą kolejnej obniżki emerytur od 2019 roku. Nie podoba im się także zapowiedziana podwyżka podatków. Jutro w tej sprawie ma głosować parlament w Atenach, a to niestety jest warunek, by zachód dał Grecji kolejne pieniądze w ramach pomocy finansowej.

Sytuacja jest krytyczna. Grecja znów wpada w recesję. Rząd musi więc prosić o pomoc zachodu kosztem obywateli. Jeżeli więc ktoś planuje wakacje w Grecji, musi się spodziewać dalszych strajków i protestów.


(j.)