Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan odrzucił "lekcję demokracji" ze strony Zachodu w kwestii wolności prasy w jego kraju. To reakcja na ubiegłotygodniową krytykę ze strony prezydenta USA Baracka Obamy.

Recep Tayyip Erdogan /NDREW HARRER / POOL /PAP/EPA

Ci, którzy próbują nam dawać lekcję demokracji i praw człowieka, powinni najpierw sami uderzyć się w piersi - powiedział Erdogan w Ankarze.

W piątek, nazajutrz po spotkaniu z prezydentem Turcji w Waszyngtonie na marginesie Szczytu Bezpieczeństwa Nuklearnego Obama potępił "bardzo niepokojący sposób podejścia" Turcji do wolności prasy. Tureckie władze są oskarżane przez Zachód o autorytaryzm i nakładanie opozycyjnej prasie kagańca, szczególnie od czasu wprowadzenia nadzoru w dzienniku opozycyjnym "Zaman" i procesu dwóch znanych dziennikarzy gazety "Cumhuriyet", Cana Dundara i Erdema Gula, oskarżonych o szpiegostwo.

Erdogan odrzucał w poniedziałek oskarżenia pod swoim adresem o autorytaryzm, podkreślając, że Turcja "jest obecnie krajem, który najaktywniej walczy z terroryzmem".
Mówił, że w USA "osoba, która znieważyła prezydenta, została skazana na trzy lata więzienia, a w Niemczech zniewaga wobec kanclerz Angeli Merkel kosztuje dwa lata więzienia". To nie ma nic wspólnego z wolnością wyrażania opinii lub wolnością prasy - dodał.

W ubiegłym tygodniu Turcja wzywając ambasadora Niemiec na rozmowę ostro zareagowała na satyrę na prezydenta Erdogana wyemitowaną przez niemiecką telewizję publiczną ARD. 

(mal)