Dowódca Gwardii Rewolucyjnej generał Mohammad Ali Dżafari zapewnił, że może ogłosić "koniec buntu", nawiązując do trwających od 28 grudnia antyrządowych protestów. Ujawnił, że Gwardia interweniowała "w ograniczony sposób" w trzech prowincjach.

Dowódca Gwardii Rewolucyjnej generał Mohammad Ali Dżafari zapewnił, że może ogłosić "koniec buntu", nawiązując do trwających od 28 grudnia antyrządowych protestów. Ujawnił, że Gwardia interweniowała "w ograniczony sposób" w trzech prowincjach.
Irańska Gwardia Rewolucyjna /Abedin Taherkenareh /PAP/EPA

Dżafari wypowiedział się w dniu, w którym dziesiątki tysięcy ludzi wzięły udział w prorządowych marszach, zwołanych, by sprzeciwić się niepokojom.

Podczas tego ruchu buntu w każdym miejscu było maksymalnie po 1,5 tys. osób, a liczba sprawców kłopotów nie przekroczyła 15 tys. w całym kraju - dodał Dżafari w oświadczeniu opublikowanym na stronie Gwardii Rewolucyjnej.

Generał o wzbudzanie niepokojów oskarżył agentów kontrrewolucji, zwolenników monarchii i siły, które zostały "ogłoszone przez (byłą sekretarz stanu USA Hillary - PAP) Clinton, by dążyć do zamieszek, anarchii, niepewności i intryg w Iranie". Ci "wrogowie" próbowali stanowić zagrożenie dla kultury i bezpieczeństwa Iranu - uważa dowódca Gwardii.

Zostali oni zatrzymani i zostaną podjęte przeciwko nim stanowcze działania - podkreślił.

"Należy podziękować wielkiemu narodowi irańskiemu, gdyż kiedy ludzie zrozumieli, że obcokrajowcy i wywrotowcy są w to zamieszeni", odcięli im drogę "mimo wszelkich problemów gospodarczych, by bronić wartości rewolucji i islamskiego Iranu" - dodał.

Wypowiedź Dżafariego przypomina wtorkowe oświadczenie najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu ajatollaha Alego Chameneia, który oskarżył "wrogów Iranu" o wywoływanie niepokojów społecznych. Według analityków chodziło mu o USA, Izrael i Arabię Saudyjską.

Jednak generał obarczył winą za protesty również "byłego przedstawiciela władz", co według ekspertów było nawiązaniem do byłego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który w ostatnich tygodniach krytykował przedstawicieli rządu, głównie przewodniczącego sądu najwyższego Iranu Sadika Amolego Laridżaniego - pisze BBC.

Dżafari poinformował również, że wysłał swoje siły do ostanów (prowincji) Isfahan, Lorestan i Hamadan, by poradziły sobie z "nowym buntem". To w tych regionach zginęła większość ofiar protestów. Agencja Reutera przypomina, że Gwardia Rewolucyjna znacznie przyczyniła się do zdławienia powstania z 2009 roku, gdy zabiła dziesiątki demonstrantów.

Dziesiątki tysięcy Irańczyków wyszły w środę na ulice miast w swym kraju, by zademonstrować poparcie dla rządu i potępić osoby odpowiedzialne za protesty. Noc z wtorku na środę była w Teheranie i innych miastach spokojniejsza niż poprzednie. Inne marsze poparcia dla władz są przewidziane w czwartek w Isfahanie i Meszhedzie.

Protesty przeciwko bezrobociu, korupcji i podwyżkom cen podstawowych produktów spożywczych trwają w Iranie od 28 grudnia; z czasem demonstracje nabrały charakteru antyrządowego. Wielu uczestników protestów kwestionuje też słuszność irańskiej polityki zagranicznej na Bliskim Wschodzie w związku z interwencjami w Syrii i Iraku, podjętymi w ramach walki o wpływy z Arabią Saudyjską. Irańczyków rozgniewało też finansowe wsparcie dla Palestyńczyków i libańskiego Hezbollahu; woleliby, aby ich rząd zamiast tego skupiał się na problemach gospodarczych.

(az)