Wszyscy czterej członkowie polskiego zespołu death metalowego Decapitated, którym zarzuca się zgwałcenie kobiety po koncercie w Spokane w stanie Waszyngton, opuścili areszt i oczekują na proces na wolności - podał dziennik "The Spokesman-Review".

Koncert Decapitated w maju w Danii (zdj. archiwalne) / Gonzales Photo/Peter Troest /PAP/Photoshot

Uchylając areszt, sąd w Spokane nakazał muzykom, by nie opuszczali stanu Waszyngton. Musieli ponadto oddać paszporty i podpisać dokumenty, które w razie ich powrotu do Polski posłużyłyby do ewentualnego wyegzekwowania ekstradycji. Zwolnienie odbyło się bez wpłacania kaucji.

W trakcie posiedzenia sądu przedstawiony został list od posła Prawa i Sprawiedliwości Dominika Tarczyńskiego ujmujący się za zespołem, co według adwokata muzyków Steve'a Grahama mogło odegrać rolę w podjęciu przez sąd decyzji o zwolnieniu.

Piszę ten list, by wesprzeć moich rodaków. Chciałbym zachęcić was do rozważenia uwolnienia (muzyków) po wpłaceniu kaucji, dopóki nie zostaną wyjaśnione postawione im zarzuty - napisał Tarczyński. Poseł dodał, że dopilnuje, by wszyscy czterej stawiali się na przyszłe wezwania sądu, oraz zapewnił, że muzycy "traktują tę sprawę bardzo poważnie".

Obrona przedstawiła także zeznania członka występującego na tym samym koncercie co Decapitated zespołu Thy Art Is Murder Andy'ego Marsha, który widział, jak kobieta z przodu sceny "gwałtownie tańczy". Waliła dłońmi, rękami i ciałem w metalową barykadę, która oddzielała widownię od sceny - głosi protokół zeznania. Kobieta wcześniej powiedziała, że siniaki na jej ciele powstały, gdy była gwałcona.

Steve Graham poinformował, że sąd uchylił w poniedziałek areszt wobec Wacława K., a Michał Ł., Rafał P. i Hubert W. odzyskali wolność 22 listopada. Wszystkim czterem wolno ze sobą utrzymywać kontakty tylko w obecności ich adwokatów.

Muzycy zostali zatrzymani 9 września w mieście Santa Ana w Kalifornii. W październiku postawiono im zarzuty uczestnictwa w zbiorowym gwałcie i porwaniu kobiety po koncercie w Spokane 31 sierpnia. Podejrzani nie przyznali się do winy.

Ofiara domniemanego gwałtu i jej przyjaciółka zeznały policji w Spokane, że przyszły na koncert, a po jego zakończeniu rozmawiały z polskimi muzykami i zostały przez nich zaproszone na drinka do autobusu. Po wejściu tam zrobiło im się niedobrze, a gdy jedna z kobiet chciała skorzystać ze znajdującej się w autobusie toalety, udał się za nią jeden z muzyków.

Według protokołu zeznań, kobieta chciała wypchnąć intruza z toalety, ale ten wykręcił jej rękę i przycisnął do zlewu, następnie doszło do gwałtu. Druga kobieta powiedziała policji, że gwałtu dokonano na jej oczach.

Domniemana ofiara przestępstwa zeznała, że jeden z muzyków pomógł jej się ubrać i wyniósł ją na zewnątrz. Po oddaleniu się od autobusu zadzwoniła na policyjny numer alarmowy. Jednak gdy interweniujący funkcjonariusz dotarł wraz z nią na miejsce koncertu, autobus już odjechał. W trakcie badania w szpitalu u kobiety stwierdzono otarcia ręki wskazujące na jej wykręcanie oraz inne obrażenia.

Proces polskich muzyków ma się rozpocząć 16 stycznia.

(mpw)