To była wzorcowa współpraca - tak rzecznik rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow skomentował informacje, jakie amerykańska CIA przekazała Rosji. Chodziło o planowany zamach w Sankt Petersburgu, rodzinnym mieście Władimira Putina.

Donald Trump i Władimir Putin / SPUTNIK POOL /PAP/EPA

CIA przekazało informacje o planowanym zamachu na Kazański Sobór w Sankt Petersburgu oraz na inne miejsca, gdzie gromadzą się ludzie. Władimir Putin zadzwonił do Donalda Trumpa i dziękował za pomoc. Rosyjskie specsłużby dzięki amerykańskim informacjom zatrzymały 7 osób podejrzewanych o zamiar dokonania samobójczych zamachów.

Dziękował również były wiceszef MON Anatolij Antonow, obecnie ambasador w USA. Jednak eksperci, jak Fiodor Łukianow twierdzą, że USA z prezydentem Trumpem zmieniają jedynie wektory swojej  polityki.

To rezygnacja z hegemonii w tym znaczeniu, że przez 28 ostatnich lat USA uważały, że miały prawo wtrącać się do wszystkiego, wszędzie i odpowiadać za wszystko - twierdzi Łukianow.

To oznacza, że Rosja nie rezygnuje z przedstawiania USA jako wroga, ale wroga, z którym chciałaby się porozumieć. Potwierdza to kremlowski politolog Siergiej Michiejew. Dajemy jasny sygnał, że mimo fatalnych stosunków zawsze jesteśmy gotowi do dialogu, ale nie należy mieć złudzeń. Nasze służby zawsze w tak ważnych sprawach współpracowały, bo nie ma innego wyjścia, ale jesteśmy co najmniej konkurentami - mówi Michiejew.

Jak podają rosyjskie media, aresztowani potencjalni zamachowcy zeznali, że broń i materiały wybuchowe podrzuciła im Federalna Służba Bezpieczeństwa. Aresztowani mieli być wysłannikami Państwa Islamskiego ISIS i planowali 17 grudnia serię zamachów. Zatrzymano ich w środę i czwartek w ubiegłym tygodniu.

(mpw)