1200 kilometrów pokonali promem i samochodem dwaj złodzieje z Sycylii, by zakraść się do filii banku na północy Włoch. Jak podała prasa, mieli opracowany każdy krok. Nie przewidzieli, że w środku czekać będą na nich karabinierzy, którzy uprzedzili przestępców.

Zdj. ilustracyjne /Sdmg / Friebe /PAP/EPA

Dziennik "La Repubblica" poinformował, że złodzieje przyjechali do miasteczka Collecchio koło Parmy (północ Włoch) z Katanii na Sycylii, by włamać się do małej filii banku.

Ich zamiary przypadkowo odkryli karabinierzy, którzy podczas nocnego patrolu zauważyli, że szyba przy wejściu od zaplecza jest uszkodzona. W pobliżu znaleźli porzucone fragmenty ramy okiennej i uszczelek. Funkcjonariusze uznali, że jest to przygotowanie do kradzieży i że dojdzie do niej niezwłocznie.

W porozumieniu z prokuraturą i dyrekcją placówki bankowej rozpoczęto operację pod kryptonimem "Broken window", nawiązującym do ich odkrycia.

W całą operację, której celem było niedopuszczenie do kradzieży, przez ponad 30 godzin zaangażowanych było łącznie 16 funkcjonariuszy.

W nocy z niedzieli na poniedziałek kilku z nich ukryło się w środku banku, czekając na przestępców. Ci jednak nie pojawili się do rana. Kiedy filia została otwarta, kilku następnych funkcjonariuszy czuwało dalej, udając pracowników.

Pozostali tam także po zamknięciu placówki. Po południu usłyszeli hałas od zaplecza. W ciągu półtorej minuty dwaj zamaskowani mężczyźni dostali się przez uszkodzoną witrynę. Natychmiast stanęli twarzą w twarz z czekającymi na nich przedstawicielami sił porządkowych.

Sprawcami, którzy wpadli w zastawioną na nich pułapkę, okazali się dwaj karani wcześniej Sycylijczycy w wieku 48 i 53 lat.

(az)