Światowa Organizacja Zdrowia będzie zabiegać o 25 milionów dolarów na sześciomiesięczny program walki z wirusem Zika. Chodzi m.in. o badania mające ustalić, czy wirus ten może się przenosić drogą płciową i przez transfuzję krwi.

Zdj. ilustracyjne /PAP/EPA/DANIEL BOCKWOLDT /PAP/EPA

Dwa przypadki zarażenia wirusem Zika przez transfuzję krwi zgłoszono w czwartek w Brazylii. Wcześniej o zarażeniu przez kontakt seksualny informowano w Teksasie. Niemniej jednak eksperci są zgodni, że wirus ten jest przenoszony głównie przez komary Aedes aegypti.

Naukowcy podejrzewają, że Zika ma związek ze wzrostem przypadków mikrocefalii (małogłowia) u noworodków oraz z występowaniem rzadkiego schorzenia znanego jako zespół Guillaina i Barrego, który u osób z osłabionym układem odpornościowym może wywoływać paraliż, a w skrajnych przypadkach śmierć. Nie ma szczepionki przeciw temu wirusowi. U kobiet ciężarnych Zika może przedostać się do płodu, wywołać wady wrodzone i doprowadzić do śmierci dziecka.

Dr Sylvie Briand, dyrektor wydziału chorób pandemicznych i epidemicznych WHO podkreśliła, że ciężarne kobiety w krajach, w których szerzy się Zika, muszą mieć dostęp do "poradnictwa i technologii", aby móc dokonywać świadomych wyborów, łącznie z tym, czy dokonywać aborcji w przypadku stwierdzenia u płodu mikrocefalii. Zastrzegła, że nie ustalono jeszcze ostatecznie związku przyczynowego między mikrocefalią a wirusem Zika, ale wskazała, że istnieje taka ewentualność. Poinformowała też, że WHO pracuje z władzami 31 krajów i terytoriów dotkniętych wirusem Zika nad standaryzacją metod zbierania danych.

WHO ogłosiła w poniedziałek, że wirus Zika, szerzący się obecnie w Ameryce Południowej, stwarza międzynarodowe zagrożenie. Poprzednio taki komunikat WHO wydała w 2014 roku w związku z epidemią eboli.

Wirus Zika jest znany od 1947 roku. Został odkryty w Ugandzie. Jeszcze do zeszłego roku uważano, że nie ma poważnych skutków dla zdrowia.

(MN)