Przez 20 lat woził węgiel, po czym dowiedział się, że jest... synem sułtana. Media na Wyspach Brytyjskich donoszą o niezwykłej historii 64-letniego Brytyjczyka.

zdj. ilustracyjne / FAZRY ISMAIL /PAP/EPA

Keith Williams ma obecnie 64 lata. Całe dorosłe życie pracował fizycznie, a mogło ono wyglądać zupełnie inaczej. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę, za namową wnuczki, Brytyjczyk przeprowadził badania drzewa genealogicznego swej rodziny. Wtedy odkrył, że jest oddanym do adopcji synem malezyjskiego księcia.

Biologiczna matka Williamsa, będąc nastolatką, pracowała w jednym z londyńskich szpitali jako pielęgniarka. Miała romans z młodym studentem z Malezji. Jak się okazało, był on członkiem rodziny królewskiej, wówczas spadkobiercą jednego z dziewięciu tamtejszych sułtanów.

By uniknąć skandalu, młoda kobieta wróciła do swojego rodzinnego miasta, a egzotyczny arystokrata opuścił brytyjską stolicę i powrócił do Malezji. Niedługo później dziecko - owoc ich związku - oddane zostało do adopcji.

Po ustaleniu biologicznych korzeni Brytyjczyk nawiązał kontakt ze swoją matką, która zachowała korespondencję i podarunki, jakie przez lata otrzymywała od adoratora. Następnie Williams postanowił dotrzeć do dworu sułtana. Ponieważ jego historia była dla malezyjskiego rodu delikatna, nie było to łatwe. Paradoksalnie brytyjski emeryt, gdyby żył w Malezji, miałby najprawdopodobniej prawo do tytułu Jego Książęcej Mości.

Keith Williams odbył podróż do kraju swego ojca, gdzie spotkał się nieoficjalnie w hotelu z jedną ze swoich sióstr, księżną Ku Ess. Odwiedził także grobowiec sułtana, który zmarł ponad 30 lat temu.


(j.)