Była esesmanka oskarżona o pomocnictwo w zamordowaniu 260 tys. Żydów w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz będzie musiała prawdopodobnie stanąć przed sądem w Kilonii. Zdaniem lekarza 92-letnia kobieta jest "zasadniczo" zdolna do udziału w procesie.

Esesmanka zatrudniona była jako radiotelegrafistka w komendzie obozu Auschwitz od kwietnia do lipca 1944 roku /Archiwum RMF FM

O opinii lekarskiej sporządzonej przez rzeczoznawcę poinformowała przedstawicielka oskarżenia posiłkowego. Agencja dpa uzyskała potwierdzenie u adwokata Stefana Lode. Jego zdaniem proces jest w tej sytuacji pod pewnymi warunkami możliwy. Właściwa izba sądu w Kilonii analizuje obecnie treść opinii. Decyzja zapadnie w terminie późniejszym - powiedziała rzeczniczka sądu Katrin Witt.

Esesmanka zatrudniona była jako radiotelegrafistka w komendzie obozu Auschwitz od kwietnia do lipca 1944 roku. Zdaniem prokuratury swoją działalnością przyczyniła się do systematycznego mordowania deportowanych do obozu Żydów. Prokurator generalny landu Szlezwik-Holsztyn wniósł we wrześniu akt oskarżenia przeciwko kobiecie.

Jak pisze "Die Welt", z opinii lekarskiej wynika, że oskarżona może uczestniczyć w procesie godzinę dziennie przez dwa do trzech dni w tygodniu.

Pod koniec lutego rusza proces 95-letniego Huberta Z.

W połowie stycznia sąd w Rostocku, opierając się na opinii psychiatrów, zdecydował, że 95-letni Niemiec, który w czasie wojny był sanitariuszem w niemieckim obozie zagłady Auschwitz, może odpowiadać przed sądem. Sąd niższej instancji odmówił wszczęcia procesu ze względu na stan zdrowia oskarżonego. Proces Huberta Z. ma rozpocząć się pod koniec lutego. Były sanitariusz oskarżony jest o współudział w zamordowaniu co najmniej 3681 osób.

Dawni strażnicy obozów koncentracyjnych byli do niedawna bezkarni, ponieważ zachodnioniemiecki Trybunał Federalny orzekł w 1969 roku, że warunkiem skazania za pomoc w morderstwach jest udowodnienie indywidualnej winy oskarżonego. Ze względu na brak świadków zbrodni było to w większości przypadków niemożliwe.

Skazanie Johna Demjaniuka przełomowe w ściganiu oprawców

Przełomowe znaczenie dla ścigania sprawców tej kategorii przestępstw miało skazanie na pięć lat więzienia Johna Demjaniuka, strażnika w obozie w Sobiborze. Sąd w Monachium uznał go w 2011 roku za winnego współuczestnictwa w zamordowaniu ponad 28 tys. więźniów, pomimo braku dowodów na popełnienie konkretnych czynów.

Skazanie Demjaniuka stworzyło nową sytuację prawną, umożliwiającą podjęcie kroków prawnych przeciwko wszystkim osobom, które uczestniczyły w działaniu obozów zagłady, niezależnie od tego, czy nadzorowały komory gazowe, czy też zatrudnione były w obozowej kuchni.

W zeszłym roku na cztery lata więzienia został skazany Oskar Groening, były strażnik z Auschwitz. Sędziowie uznali go za winnego pomocnictwa w zamordowaniu co najmniej 300 tys. osób.

(mal)