378 osób zginęło w Brazylii pod błotnymi osuwiskami, spowodowanymi przez ulewne deszcze. Klęska, która dotknęła miasta niedaleko Rio de Janeiro, to największa katastrofa naturalna w tym kraju od 43 lat.

W okolicy Teresopolis, Petropolis i Novo Friburgo od środy ulewy i błoto zniszczyły mosty i drogi, nie ma elektryczności i łączności telefonicznej. Władze Brazylii na pomoc dla poszkodowanych przeznaczyły już 470 mln dolarów. Na miejsce tragedii poleciała prezydent Dilma Rousseff.

Liczba ofiar rośnie, w miarę jak ratownicy docierają do odległych wiosek. Akcja ratunkowa często jest możliwa tylko przy użyciu helikopterów.

Ulewne tropikalne deszcze są normalnym zjawiskiem w Brazylii o tej porze roku, ale z powodu zimnego frontu atmosferycznego w ciągu 8 godzin spadło tyle wody, ile przeciętnie spada w miesiąc. To spowodowało lawiny, które pociągnęły za sobą wszystko - od kamieni po całe domy. - tłumaczy Paulo Canedo, hydrolog z Federalnego Uniwersytetu w Rio de Janeiro. Sytuację pogorszyła obecność na wielu zboczach nielegalnych domów, których budowa naruszyła strukturę wzgórz.

Ratownikom, którzy przeszukują gruzy zawalonych budynków w poszukiwaniu żywych ludzi, pomagają mieszkańcy zniszczonych miast. Spod ruin udało się wyciągnąć m.in sześciomiesięczną dziewczynkę i jej 25-letniego ojca. Matka i babcia dziecka zginęły.

Synoptycy ostrzegają, że w najbliższych dniach spodziewane są kolejne fale obfitych opadów. Obrona cywilna zachęca mieszkańców zagrożonych rejonów do ewakuacji.

Ostatnie tak tragiczne lawiny błotne miały miejsce w Brazylii w 1967 roku. Wówczas w mieście Caraguatatuba zginęło 300 osób.