Kierowca, który prowadził polski autokar w Serbii, został zatrzymany na kilka dni. Mężczyzna musi złożyć wyjaśnienia na policji. Drugiego kierowcę i pilota wycieczki policjanci przesłuchali i zwolnili. Śledztwo w sprawie katastrofy prowadzi prokuratura.

Inspektorzy Transportu Drogowego od rana przeglądają dokumenty przewoźnika firmy „Moana”, której 15-letni autobus miał wczoraj wypadek w Serbii. Zginęło w nim sześć. Dopiero po wypadku firma zgłosiła swój autokar w Biurze Transportu Międzynarodowego. czytaj więcej

Serbska policja na temat śledztwa i przyczyn wypadku milczy. Polscy funkcjonariusze coraz pewniej mówią o błędzie kierowcy. Mogła zawinić nadmierna prędkość, kierowca mógł również zasnąć, może niewłaściwie wykonał manewr. Trudno powiedzieć, to był całkowicie prosty odcinek drogi. Śledztwo ma to wyjaśnić - mówił reporterowi RMF FM polski oficer pracujący z Serbami na miejscu wypadku. Dodał jednocześnie, że na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Również pilot feralnej wycieczki uważa, że błąd popełnił kierowca. Błąd w sztuce. Po prostu stracił panowanie nad pojazdem i zjechał za bardzo na pobocze. Autokar się przewrócił - powiedział reporterowi RMF FM.

Minął pierwszy szok, czas na działanie wymiaru sprawiedliwości

Bielska prokuratura ma już dokumentację wyjazdu polskich turystów. Śledczy chcą ustalić czy biuro turystyczne, przewoźnik lub inne osoby zaangażowane w wyjazd popełniły jakieś błędy. Świadkowie zostaną przesłuchani, kiedy wrócą do kraju.

Najważniejsze informacje zbierają Serbowie. Jeszcze nie ustalono, czy prokuratura w tym kraju będzie sama oskarżać podejrzanych - jeśli tacy będą - czy przekaże ustalenia stronie polskiej.

W każdej chwili do Serbii może pojechać polski prokurator by pomóc tamtejszym śledczym - zapewnia minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski:

Ranni w polskich i serbskich szpitalach

Stan dziewięciu polskich turystów rannych w piątkowym wypadku autokarowym w Serbii nadal jest ciężki. To najnowsze informacje ze szpitala w Nowym Sadzie. Wciąż leży tam 13 osób. Stan czterech z nich - jak informują lekarze - jest dobry. Do Polski wróciło dziś 46 osób. Siedem z nich wyszło już ze szpitali

27 osób, które w sobotę rano wróciły do Polski to dzieci. 19 pozostałych to dorośli. Większość ma niegroźne otarcia naskórka, potłuczenia i złamania kończyn. Prosto z lotniska wszyscy zostali przewiezieni do szpitali w Sosnowcu i Katowicach. W Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach jest dwudziestu pięciu małych pacjentów. Boją się zamknąć oczy, boją się spać, wszędzie widzą krew - mówiła kobieta, której dwie siostry leżą w katowickiej placówce:

W Serbii zostało 13 rannych osób. Jedenaście z nich leży w szpitalu w Nowym Sadzie, dwie kolejne dwóch innych miastach. Jednemu z dwóch najciężej rannych chłopców przyszyto oderwaną rękę - jednak czy operacja się udała będzie wiadomo dopiero za kilka dni. Jak powiedział reporterowi RMF FM Marcinowi Buczkowi na miejscu w Nowym Sadzie wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, na miejscu muszą zostać pracownicy biura turystycznego – dwaj kierowcy oraz pilot. Z rannymi rozmawiał też reporter RMF FM Marcin Buczek:

Jedną pierwszych osób, która pomagała poszkodowanym była pani Irena Hardi, fizykoterapeutka od wielu lat mieszkająca w Serbii. Takiego wypadku tu jeszcze nie było - powiedziała naszemu reporterowi:

Przelot rządowego samolotu zapewnił na wniosek władz Kompanii Węglowej resort spraw wewnętrznych i administracji. Opiekę i organizację pobytu w Serbii członków rodzin pasażerów autokaru przygotowały polskie służby konsularne. Do dyspozycji Polaków strona serbska udostępniła wojskowy autokar oraz nocleg w sali gimnastycznej liceum w Nowym Sadzie.

Prócz rządowego samolotu, w piątek wieczorem w drogę ze Śląska do Serbii ruszył też autokar zorganizowany przez Kompanię Węglową. Z należącą do tej firmy lędzińską kopalnią "Ziemowit" związana jest ponad połowa poszkodowanych pasażerów autokaru - to jej obecni lub byli pracownicy oraz członkowie ich rodzin.

Górnicy z "Ziemowita" wykupili wczasy w Bułgarii w biurze podróży In Tour z Bielska-Białej na własną rękę, korzystając z dofinansowania przez swój zakład pracy. Kompania postanowiła jednak zapewnić tym 22 bliskim poszkodowanych, którzy nie mogli polecieć do Serbii samolotem z powodu braku miejsc, możliwość szybkiego spotkania z nimi.

Do wypadku doszło po godz. 6.30 rano w okolicach miejscowości Indija, w odległości ok. 20 km od Belgradu. Według relacji świadków, kierowca stracił panowanie nad kierownicą i wypadł z drogi, zatrzymując się w rowie. W wypadku zginęło sześć osób: dwoje dzieci, jedna kobieta i trzech mężczyzn. Ciężko rannych zostało dziewięć osób, a lżej - 31.

Centrum krwiodawstwa apeluje o krew

Śląsk zbierał dziś krew, między innymi dla ofiar wczorajszego wypadku. To właśnie do dwóch szpitalu w tym regionie trafili poszkodowani.. Regionalne Centrum Krwiodawstwa w Katowicach od rana apelowało, by ochotnicy zgłaszali się do siedziby przy ulicy Raciborskiej oraz w Rudzie Śląskiej, gdzie przed kopalnią Pokój ustawiony został specjalny ambulans:

Apele pomogły, zgłosiło się wiele osób. Jechaliśmy akurat z dziewczyną do warszawy przez Śląsk i usłyszeliśmy w radiu apel, żeby oddać krew i przyjechaliśmy - mówili krwiodawcy reporterowi RMF FM Markowi Balawajdrowi:

Stanisław Dyląg, dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa w Katowicach liczy, że dziś krew odda 100-110 ochotników: