Wszyscy żołnierze ze śmigłowca Mi-24, który awaryjnie lądował w Afganistanie zostali już opatrzeni i są w bazie w Ghazni. Maszyna musiała lądować tuż po starcie z bazy. Nie było potrzeby transportu żołnierzy do szpitala - mówi podpułkownik Dariusz Kacperczyk z dowództwa operacyjnego. Przyczyny awarii wyjaśnia komisja.

Większość polskich parlamentarzystów przyznaje, że w Afganistanie toczy się wojna. Na tym jednak zgoda się kończy. Pytani, czy parlament powinien wziąć odpowiedzialność za wysyłanie tam polskich żołnierzy, odpowiadają mniej lub bardziej wymijająco. Rząd woli łagodniejszą retorykę i oficjalnie... czytaj więcej

Żadnemu z polskich żołnierzy, którzy byli na pokładzie nic się nie stało. Samodzielnie opuścili pokład śmigłowca. Mają ogólne potłuczenia i to są jedyne obrażenia, jakie odnieśli. Śmigłowiec ten leciał jako wsparcie, jako siły szybkiego reagowania na pomoc, na wsparcie afgańskiej policji - dodaje Kacperczyk.

Na miejsce awaryjnego lądowania natychmiast został wysłany lądowy pododdział szybkiego reagowania oraz grupa ewakuacji medycznej. Śmigłowiec został przetransportowany do bazy Ghazni. Miejsce zdarzenia zostało zabezpieczone.

Mi-24 jest śmigłowcem transportowo-bojowym przeznaczonym do wspierania wojsk lądowych m.in. przez niszczenie stanowisk ogniowych i czołgów, przeprowadzania desantów, ratowania i ewakuowania zagrożonych żołnierzy, transportowania rannych, a także przemieszczania ładunków wewnątrz maszyny lub podwieszanych na zewnątrz. Helikopter osiąga maksymalną prędkość 335 km/h, może latać na odległość 495 km, a ze zbiornikami dodatkowymi – 1000 km.