Fala mrozów, obfite opady śniegu i silny wiatr spowodowały chaos na Wschodnim Wybrzeżu USA. W stolicy Florydy śnieg spadł po raz pierwszy od prawie 30 lat. W największych portach lotniczych w Nowym Jorku i New Jersey odwołano w czwartek ok. 2,7 tys. lotów.

Skuty lodem wodospad Niagara /PAP/EPA

Burze śnieżne przeszły wczoraj nad południowo-wschodnim wybrzeżem USA. Z Florydy, Georgii i Karoliny Południowej docierają informacje o najobfitszych opadach śniegu od wielu lat. Prognozy na najbliższe dni nie zapowiadają poprawy sytuacji. Meteorolodzy mówią o "bombowym cyklonie" bądź "cyklogenezie bombowej" - terminami tymi określa się gwałtowny spadek ciśnienia, o co najmniej 24 milibary w ciągu 24 godzin.

W Tallahassee na Florydzie śnieg pojawił się po raz pierwszy od 28 lat. W Jackson w stanie Missisipi pozamarzały rury wodociągowe. W Savannah w Georgii śnieg spadł po raz pierwszy od ośmiu lat. Policja zamknęła tam kilka mostów i wiaduktów z powodu oblodzenia.

Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio poinformował na Twitterze, że dziś zamknięte będą w tym mieście szkoły. Podobną decyzję podjęto w wielu miastach na południowym wschodzie USA. W nadmorskich miejscowościach w Alabamie zawieszono obowiązek noszenia szkolnych mundurków, aby uczniowie mogli się cieplej ubrać.

W Karolinie Południowej z powodu ataku zimy zamknięto w środę wieczorem (czasu miejscowego) lotnisko w Charleston. Gubernator Henry McMaster zaapelował do mieszkańców wschodniej części tego stanu o niewychodzenie z domów bez potrzeby.

Meteorolodzy ostrzegają, że na niektórych obszarach może dojść do zrywania linii energetycznych. Dla Bostonu (Massachusetts) prognozy na czwartek mówią o 30 centymetrach śniegu. Tam również szkoły są w czwartek zamknięte.


(mpw)