Obserwowali go tydzień, by sprawdzić, czy ma wspólników i czy nie planuje kolejnego ataku. Niemiecka policja ujawniła więcej informacji o Rosjaninie, który półtora tygodnia temu zdetonował ładunki wybuchowe na trasie przejazdu autokaru z piłkarzami Borussii Dortmund. 28-latek chciał zarobić pieniądze na zmianach cen akcji klubu.

Po lewej: uszkodzony w eksplozjach autokar Borussii Dortmund (fot. FRIEDEMANN VOGEL), po prawej: radiowozy przed domem w Rottenburgu, w którym zatrzymano Siergieja W. (fot. OSKAR EYB) /FRIEDEMANN VOGEL, OSKAR EYB /PAP/EPA

Jak donosi dziennikarz RMF FM Adam Górczewski, na trop zamachowca naprowadził śledczych sygnał ze świata gospodarki. Specjaliści rynków finansowych zwrócili uwagę, że w dniu zamachu ktoś wydał dużo pieniędzy, obstawiając wyraźny spadek cen akcji notowanej na giełdzie Borussii. Co więcej, numer IP komputera zleceniodawcy transakcji pochodził z hotelu, w którym przed meczem mieszkali piłkarze dortmundzkiej drużyny.

Później już praca policji polegała na ułożeniu pasujących klocków. Rosjanin mieszkał w pokoju z widokiem na miejsce zamachu: wcześniej zaś zrezygnował z innego zarezerwowanego pokoju, bo nie miał on okna z widokiem na uliczkę, w której zdetonowano bomby.

Ustalono również, że 28-latek pracuje w klinice jako elektrotechnik, więc zdalna detonacja ładunków nie była dla niego problemem.

Siergiej W. został zatrzymany dzisiaj rano w Tybindze. By nie ryzykować, że zdetonuje w mieszkaniu ewentualne kolejne ładunki, policja zdecydowała, że zatrzyma go w drodze do pracy.

Zamachowiec chciał zabić i ranić jak najwięcej piłkarzy Borussii: zakładał, że doprowadzi to do spadku notowań akcji klubu. Miał wykupione opcje kupna piętnastu tysięcy udziałów. Chciał tanio je wykupić i na tym zarobić - przyjął bowiem, że akcje szybko wrócą do obecnych cen.

Przypomnijmy, do zamachu doszło we wtorek 11 marca: w pobliżu autokaru wiozącego piłkarzy BVB na stadion Signal Iduna Park eksplodowały trzy ładunki wybuchowe. Ranny został obrońca Borussii Marc Bartra i policjant.


(e)