W niedzielnych manifestacjach antyrządowych wzięło udział 500 tys. ludzi, z czego w samym tylko Bukareszcie 250 tys. Trwające od 6 dni protesty nie ustały, mimo wycofania przez rząd kontrowersyjnego dekretu depenalizującego korupcję – podały rumuńskie media.

W niedzielnych manifestacjach antyrządowych wzięło udział 500 tys. ludzi, z czego w samym tylko Bukareszcie 250 tys. Trwające od 6 dni protesty nie ustały, mimo wycofania przez rząd kontrowersyjnego dekretu depenalizującego korupcję – podały rumuńskie media.
W Rumunii w manifestacjach antyrządowych wzięło udział 500 tys. ludzi /ROBERT GHEMENT /PAP/EPA

Demonstranci zgromadzili się wieczorem na Placu Zwycięstwa przed siedzibą rządu, powiewając rumuńskimi flagami, dmąc w trąbki i prezentując kukły polityków w strojach więziennych. Skandowano: "Wy złodzieje!' i "Odejdźcie!".

Wśród manifestujących był też osobnik ucharakteryzowany na Włada III Palownika, Draculę, hospodara wołoskiego z XV w. i pogromcę Turków, który trzymał wielki plakat z napisem "Tęsknicie za mną?" - donosi agencja Reutera. W ocenie tej agencji w stolicy kraju manifestowało 220 tys. osób.

Podobne protesty odbyły się tego samego dnia w Klużu, Timisoarze, Krajowej i Ploeszti, a nawet w stolicy sąsiedniej Mołdawii, Kiszyniowie.

Gabinet ministrów wycofał w niedzielę swe kontrowersyjne rozporządzenie łagodzące karanie przestępstw korupcyjnych. Tekst decyzji w tej sprawie ukazał się w dzienniku urzędowym.

Premier Sorin Grindeanu wykluczył jednak możliwość podania się rządu do dymisji, ponieważ "jego gabinet czuje się odpowiedzialny wobec ludzi, którzy zagłosowali 11 grudnia na Partię Socjaldemokratyczną (PSD)" - jak podkreślił w swym wieczornym wystąpieniu telewizyjnym. Grindeanu zarządził jednocześnie opublikowanie protokołów, które mogą skompromitować poprzedni rząd.

Lider PSD Liviu Dragnei powiedział w niedzielę, że o dalszych losach ministra sprawiedliwości Florina Iordache'a - inicjatora nowelizacji kodeksu, który przekazał do 7 lutego swe obowiązki swojemu zastępcy, powinna zadecydować przewidziana w najbliższym czasie bezpośrednia rozmowa szefa resoru sprawiedliwości z premierem Grindeanu.

Planowane zmiany w kodeksie karnym, depenalizujące niektóre wykroczenia administracyjne, które zbulwersowały opinię publiczną w Rumunii, były już powodem czwartkowej dymisji ministra ds. przedsiębiorczości, handlu i kontaktów ze środowiskiem biznesu Florina Nicolae Jianu.

Wydane we wtorek w trybie pilnym rozporządzenie uważa się za najpoważniejszy krok wstecz na drodze reform, jakie podjęła Rumunia po wejściu do Unii Europejskiej w 2007 roku. Rozporządzenie wprowadza zasadę, że przestępstwo urzędnicze ścigane jest z urzędu w trybie postępowania karnego tylko wówczas, gdy przyniosło skarbowi państwa uszczerbek w wysokości co najmniej 200 tys. lejów (190 tys. złotych).

W ocenie ekspertów zaproponowane przez rumuński rząd zmiany służą przede wszystkim rządzącej PSD. Poprawiłyby one sytuację szefa PSD Liviu Dragnei, który odpowiada obecnie przed sądem za wynagradzanie z funduszy publicznych dwóch osób pracujących w latach 2006-13 dla kierownictwa jego partii, na czym skarb państwa stracił 108 tys. lejów (103 tys. złotych). Gdyby kontrowersyjne rozporządzenie weszło w życie, oskarżenie to stałoby się bezprzedmiotowe, a podobną jak Dragnea korzyść odniosłoby także wielu innych działaczy różnych rumuńskich partii.

(j.)