Związki zawodowe, które pod koniec czerwca demonstracyjnie wyszły z posiedzenia Komisji Trójstronnej, teraz chcą wypracować wspólne propozycje zmian jej funkcjonowania, zapowiada "Rzeczpospolita". Zaproszenie dostał m.in. Waldemar Pawlak.

Związkowcy odrzucają kolejne zaproszenie do rozmów

Piotr Duda, Tadeusz Chwałka i Jan Guz – liderzy trzech central związkowych, które organizowały zakończone w sobotę dni protestu w Warszawie – zapowiedzieli, że nie przyjdą na piątkowe posiedzenie Komisji Trójstronnej. Do wzięcia w nim udziału wzywał związkowców minister pracy Władysław... czytaj więcej

10 października w Centrum Dialogu Społecznego w Warszawie odbędzie się debata, w czasie której związkowcy i zaproszeni eksperci będą starali się odpowiedzieć na pytanie, jak należałoby zreformować Komisję Trójstronną.

Zaproszenie wysłaliśmy do czterech byłych przewodniczących Komisji: Anny Kalaty, Waldemara Pawlaka, Longina Komołowskiego i Jerzego Hausnera. Gościem specjalnym będzie żona Andrzeja Bączkowskiego - mówi Anna Grabowska z Forum Związków Zawodowych, które odpowiada za zorganizowanie konferencji. Ustnie wszyscy potwierdzili udział, ale na oficjalne potwierdzenie czekamy do czwartku - dodaje Grabowska. 

Największym zaskoczeniem jest udział w debacie byłego premiera Waldemara Pawlaka. Zwłaszcza że związkowcy cały czas domagają się dymisji ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza z PSL (nie dostał zaproszenia). To próba pokazania Platformie, że związkowcy są w stanie z każdym się dogadać, tylko nie z premierem. To zwykłe straszenie Tuska Pawlakiem - ocenia Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem Pawlak też chętnie weźmie w tej debacie udział, bo będzie chciał pokazać, że sam znaczy więcej niż Piechociński i Kosiniak-Kamysz razem wzięci. To będzie sygnał dla ludowców, że rezygnując z Pawlaka, w zasadzie zrezygnowali z "ludzkiej twarzy" PSL. A bez tego partia będzie traciła na znaczeniu - mówi Chwedoruk.  
 
Na debatę nie zaproszono pracodawców. Związkowcy twierdzą, że dlatego, iż podczas tego spotkania chcą uniknąć bitwy na argumenty. Pracodawcy jednak zapewniają, że nie czują się urażeni, bo dla nich najważniejsze jest to, by związkowcy wreszcie znaleźli wyjście z obecnej sytuacji i wrócili do stołu rozmów, twierdzi "Rzeczpospolita".

(mpw)