Generał Skrzypczak nie odwołał swoich słów, tylko przeprosił za niestosowność czasu i miejsca - piszą żołnierze na internetowych forach. Większość wojskowych murem stoi za swoim przełożonym mimo że po wczorajszym spotkaniu z ministrem obrony narodowej przeprosił on za swoje słowa.

Dzisiaj Lech Kaczyński ma zadecydować, co dalej z generałem Waldemarem Skrzypczakiem. Kariera Dowódcy Wojsk Lądowych zawisła na włosku w związku z konfliktem z ministrem obrony. Skrzypczak skrytykował polityków za stan wyposażenia kontyngentu w Afganistanie. Zrugany przez ministra obrony oddał... czytaj więcej

Część żołnierzy czuje się jednak rozczarowana wczorajszą postawą generała. Jeśli ktoś mówi prawdę to nie przeprasza, ale rozumiem, że kariera jest ważniejsza niż prawda. Myślałem, że będzie inaczej i jest mi przykro - pisze jeden z żołnierzy. Drugi dodaje: Po rozmowie z Klichem podwinął ogon i siedzi cicho na urlopie. Ot, cała generalicja, ważny jest tylko stołeczek.

Niektórzy twierdzą też, że generał nie miał nic do stracenia, sam też jest częścią tzw. betonu. To ten podpisywał jego wnioski awansowe i uczynił go generałem. Tak naprawdę Skrzypczak nic nie ryzykuje, w najgorszym wypadku przejdzie na emeryturę wyższą niż nasza – piszą wojskowi.

Głosów krytyki jest jednak zdecydowanie mniej niż poparcia. W większości żołnierze generałowi dziękują i deklarują wsparcie. Mało tego, widzą go na stanowisku szefa Sztabu Generalnego albo ministra obrony. Bo – jak twierdzą – jest jedynym, który jest w stanie wyczyścić tę Stajnię Augiasza.