Mamy w tym roku szkolnym 17 768 etatów nauczycielskich więcej. Rozumiem, że te dane nie podobają się tym, którzy zapowiadali, iż pracę straci 100 tys. nauczycieli - mówi Anna Zalewska, minister edukacji narodowej w rozmowie Dorotą Łosiewicz na łamach tygodnika "Sieci".

Anna Zalewska /Maciej Kulczyński /PAP

Minister edukacji narodowej w wywiadzie udzielonym publicystce tygodnika "Sieci" powiedziała, że reforma nauczania odniosła sukces. Przybliża efekty wprowadzonych zmian i wyjaśnia, jak wygląda kwestia zwolnień nauczycieli.

Nasze prognozy się sprawdziły. Dokładnie tak, jak zapowiadałam, mamy więcej pracy dla nauczycieli już w pierwszym roku wdrożonej reformy. Nie ma mowy o żadnej manipulacji danymi. Są one obiektywne. Dane pochodzą z Systemu Informacji Oświatowej, w którym są gromadzone informacje o wszystkich szkołach i placówkach oświatowych, w tym dane o wszystkich uczniach i nauczycielach. [...] Fakty są takie, że mamy w tym roku szkolnym 17 768 etatów więcej. Ponadto jest 10 139 nauczycieli więcej. Nauczyciel zatrudniony na kilka umów był liczony tylko raz. Poza tym wzrost etatów dotyczy przede wszystkim szkół, a nie przedszkoli - wyjaśnia Anna Zalewska. Dodaje także, że nie chodzi o nauczycieli, którzy procują po kilka godzin tygodniowo w jednej szkole: Liczba 17 768 odnosi się do nowych, pełnych etatów. Do tego dodatkowo dochodzi jeszcze 6 190 etatów więcej w godzinach ponadwymiarowych, czyli tego, co powyżej pensum. Stan przed reformą był taki, że co piąty nauczyciel nie miał pełnego wymiaru godzin, a w gimnazjum co trzeci nauczyciel musiał pracować w dwóch lub trzech szkołach.

Anna Zalewska komentuje również zarzuty wobec programu nauczania, które wysuwa opozycja.

Uczeń, który jest w klasie siódmej, a potem pójdzie do ósmej, nie ma skumulowanego materiału, bo on pójdzie do czteroletniego, a nie do trzyletniego liceum. Więc ten rok nigdzie nie przepada. Będzie miał czas. Niebawem podpiszę rozporządzenie w sprawie podstawy programowej m.in. do liceów. Wtedy będzie jasno widać, że to wszystko jest rozłożone w czasie. Dzieci, które skończą ósmą klasę i te po gimnazjum, pójdą do różnych klas pierwszych. Choć będą w tej samej szkole, uczyć się będą w oparciu o inną podstawę programową - wyjaśnia minister edukacji. Podkreśla także, że program klas siódmych i ósmych jest inny, co nie oznacza skumulowany. O tym problemie wspominał już rzecznik praw dziecka Marek Michalak. Zaprosiłam go na spotkanie, żeby przyszedł do mnie z konkretami. Nie mogę wykluczyć, że zdarza się tak, że gdzieś niewłaściwie jest realizowany materiał. Być może trzeba jeszcze przeszkolić nauczycieli, żeby właściwie gospodarowali czasem. Poprosiłam pana rzecznika o konkrety. Tak jest najprościej i wtedy mając konkretną informację, jesteśmy w stanie pomóc, zadziałać. Nie otrzymałam od rzecznika żadnej szczegółowej informacji.

(az)