Trzeba jak najszybciej usunąć luki w prawie, które pozwalają polskim partiom uzależniać się finansowo od zagranicznych podmiotów - apeluje konstytucjonalista prof. Marek Chmaj. W ostatnich dniach głośna stała się sprawa eurosceptycznej partii Libertas. Chce zaciągnąć kredyt, którego zabezpieczeniem ma być majątek irlandzkiego multimilionera Declana Ganleya. Polskie partie spierają się tymczasem o zamrożenie funduszy z państwowej kasy i procesują z samorządami o nieruchomości.

Zdaniem profesora Chmaja, należy usystematyzować przepisy, które bezpośrednio odnoszą się do finansowania partii politycznych. Obecnie bowiem równocześnie zakazują one finansowania polskich ugrupowań przez cudzoziemców i pozwalają zaciągać kredyty przez partie. Ustawa nie precyzuje, czy to ma być bank krajowy czy zagraniczny. Nie wskazuje też, kto może być poręczycielem takiego kredytu - zaznacza konstytucjonalista:

A to jest groźne z punktu widzenia demokracji, bowiem - jak zauważa profesor Chmaj - jeśli partia będzie kupiona przez podmiot zagraniczny, to będzie on mógł wymagać, by działała zgodnie z jego życzeniem:

Wówczas ośrodek decyzyjny z wnętrza polskiej partii przenosi się za granicę, a konsekwencje takiej sytuacji mogą być nieprzewidywalne.

Nie tylko kredyty i subwencje

Stanowiska stron są bardzo dalekie - tak możliwość porozumienia z Platformą Obywatelską w sprawie zawieszenia na dwa lata finansowania partii politycznych z budżetu komentuje szef klubu PSL. Stanisław Żelichowski sugeruje, że ludowcy byliby skłonni jedynie ograniczyć państwowe fundusze dla... czytaj więcej

Na majątek partii politycznych składają się jednak nie tylko zera na rachunku bankowym, ale też majątek trwały. O swoje interesy doskonale zadbało pod tym względem Polskie Stronnictwo Ludowe. Przez całe lata partia domagała się od władz Warszawy zwrotu budynku przy ulicy Grzybowskiej, wzniesionego w latach 60. Wówczas stanowił on ucieleśnienie nowoczesności i dumę Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Podobno zbudowany został krwawicą polskich chłopów za cegiełki, których śladu próżno jednak szukać w dokumentach. PSL tłumaczył, że dokumentacja spłonęła w pożarze.

Samorząd stolicy uznał w końcu, że gmach historycznie należy się ludowcom i sprzedał go im bez przetargu za 18 milionów złotych. Partii się to opłaciło, bo odsprzedała później nieruchomość za 72 miliony. Dwa i pół roku temu gmach został rozebrany i - jak donosi reporter RMF FM Marek Smółka - teraz w tym miejscu powstaje luksusowy apartamentowiec.

O zatrzymanie swojej siedziby uporczywie walczą również politycy Prawa i Sprawiedliwości. Prawa do gmachu przy ulicy Nowogrodzkiej stanowią przedmiot sporu z prezydent Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz, która - na razie bezskutecznie - upomina się o nieruchomość w sądzie. Czy jest o co się bić? Sprawdzała reporterka RMF FM Kamila Biedrzycka:

Nasza reporterka przyjrzała się również siedzibie Stronnictwa Demokratycznego, na którego czele stanął Paweł Piskorski. Gmach przy ulicy Chmielnej 9 prezentuje się wyjątkowo okazale, a jego wartość wyceniana jest na sto milionów złotych. Co więcej, to tylko jedna z szesnastu nieruchomości, należących do partii. Nie wiadomo obecnie, na ile szacowany jest majątek Stronnictwa. By go wycenić, nowy przewodniczący zarządził audyt. Zapowiedział również sprzedaż większości nieruchomości i przeznaczenie dochodów z tego tytułu na fundusz wyborczy. Jego partyjni koledzy nie chcą jednak o tym słyszeć. Czyżby przywykli do pięknego otoczenia?

W majątkowym zestawieniu dużych ugrupowań najsłabiej zdaje się wypadać Platforma Obywatelska, która mieszka kątem przy Marszałkowskiej 87. Jak relacjonuje reporter RMF FM Mariusz Piekarski, patrząc na biuro centrali PO, nie sposób zgadnąć, że to siedziba partii rządzącej - zaledwie kilkanaście pokoi na pierwszym piętrze zwykłego bloku, obskurne podwórko, do którego dostępu broni żelazna krata, a na słupie jedynie mała tabliczka z napisem: Zarząd Krajowy PO.

Ugrupowanie Donalda Tuska wyraźnie nie afiszuje się z bogactwem, a zamiast budynków i wielkich siedzib woli zera na bankowym koncie. Z ostatniego dostępnego sprawozdania Państwowej Komisji Wyborczej za 2007 rok wynika, że PO miała na koncie 39 milionów złotych. W ubiegłym roku - po wygranych wyborach - dostała subwencję w wysokości 38 milionów, a teraz może liczyć na ponad 40 milionów. Dla porównania w ostatnim roku, gdy partia Tuska nie sięgała po państwowe pieniądze, jej aktywa obrotowe wyniosły zaledwie… 935 tysięcy złotych.

Jak radzą sobie natomiast małe stowarzyszenia? Założona przez prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza Polska XXI żali się na brak środków. Do ugrupowania należą między innymi dawni politycy PiS: były minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski i były wiceminister kultury Jarosław Sellin. Czy ich narzekania mają rację bytu - sprawdzała przed wrocławską siedzibą stowarzyszenia reporterka RMF FM Barbara Zielińska: