Sąd Okręgowy w Koszalinie skazał w czwartek na 15 lat pozbawienia wolności 60-letniego Stanisława K. za zabójstwo Krzysztofa J., którego ciała nie znaleziono do dziś. Oskarżony nie przyznawał się do winy. Proces był poszlakowy.

Zdjęcie ilustracyjne /Kuba Kaługa /RMF FM

Stanisław K. usłyszał w czwartek wyrok 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i po dwa lata za zastraszanie świadków. Ostatecznie jednak oskarżonemu sąd wymierzył łączną karę 15 lat pozbawienia wolności, uznając ją "za wystarczająco surową".

Prokurator chciał dla Stanisława K. 25 lat więzienia, obrońca - uniewinnienia. Obrońca zapowiedział już wniesienie apelacji na to nieprawomocne orzeczenie sądu.

Do zabójstwa doszło w 2015 roku

Do zabójstwa doszło w nocy z 22 na 23 sierpnia 2015 roku w Byszkowie pod Czaplinkiem w województwie zachodniopomorskim. Stanisław K. był u swojej kochanki Violetty S. Para była w sytuacji intymnej, gdy do domu kobiety przyszedł jej drugi partner - 50-letni Krzysztof J. Według procesowych ustaleń Stanisław K. rzucił się do bicia rywala i go zabił. Ciała jednak nie odnaleziono.

W czwartek sędzia sprawozdawca Robert Mąka, uzasadniając wydany wyrok, mówił o tym, że Stanisław K. przez lata terroryzował Byszkowo. Z zeznań świadków, mieszkańców tej miejscowości, wynikało, że traktował tę wieś jak swój prywatny folwark. Przez lata utrzymywał stosunki seksualne z Violettą S., choć sam kreował się na przykładnego ojca i męża - mówił sędzia Mąka.

Jak ustalono w trakcie procesu, ta relacja intymna miała miejsce za przyzwoleniem i często w obecności męża kobiety. Violetta S. utrzymywała też kontakty seksualne z Krzysztofem J., który zamieszkał z małżeństwem S.

Zabił swojego rywala

Sędzia w uzasadnieniu wyroku wskazywał na to, że Stanisław K. zabił swojego rywala, zastraszył małżeństwo S., dlatego na początku procesu małżonkowie kryli oskarżonego, a przerażeni sąsiedzi tej jednej nocy "nic nie widzieli i nie słyszeli".

Sąd nie ma wątpliwości, że J. nie żyje. Tu możemy mówić nie tylko o ukryciu zwłok, ale o ich zbezczeszczeniu. W naszym kraju szacunek dla zmarłego jest czymś bardzo ważnym, a Stanisław K. pozbawił Krzysztofa J. godnego pochówku - mówił sędzia Mąka.

Przewodniczący składu orzekającego sędzia Waldemar Katzig dodał, że to "był trudny proces", bo nie znaleziono ciała ofiary. Konieczna była m.in. opinia medyczna i wykonanie badań genetycznych. Dla sądu istotna też była opinia grafologa dotycząca grypsu wysłanego z aresztu, która wskazała na autorstwo Stanisława K. Gryps zawierał instrukcje, dzięki którym oskarżony miał uzyskać alibi na noc, gdy doszło do zabójstwa.


(ł)