Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu odbył się pierwszy dzień procesu Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Mężczyzna nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu. Za zabójstwo grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Adam Z. odmówił składania wyjaśnień. Odpowiadał jedynie na pytania obrońcy. Twierdził, że podczas przesłuchań był bardzo źle traktowany. Przebieg procesu relacjonowaliśmy w relacji minuta po minucie.

Oskarżony Adam Z. /Jakub Kaczmarczyk /PAP
Aby odświeżyć stronę wciśnij F5 lub włącz automatyczne odświeżanie :

15:22

15:16

Podczas odtworzonego we wtorek w sądzie eksperymentu procesowego Adam Z. powiedział, że Ewa Tylman zsunęła się do rzeki i popłynęła z jej nurtem. Dodał, że nie próbował jej pomoc, bo był w szoku. Uciekałem jak tchórz w stronę schodów - powiedział.

14:47

14:40

14:20


14:10


13:33

W trakcie ogłoszonej przez sąd przerwy w posiedzeniu, ojciec Ewy Tylman - Andrzej Tylman powiedział dziennikarzom, że jego zdaniem oskarżony kręci, nie podtrzymując części składanych wcześniej wyjaśnień i twierdząc, że nie pamięta, co się działo w nocy, w której zginęła jego córka.

On kręci. Zauważyłem, że ma dobrą pamięć do nazwisk. Wysypał wszystkie nazwiska (policjantów - PAP), a nagle pamięć mu się urywa. Nie wiem, czy ktoś nim kieruje, zobaczymy co będzie dalej -
powiedział. Pytany przez dziennikarzy, czy spodziewał się, że Adam Z. przyzna się do winy powiedział: Ja myślę, że on w dalszym postępowaniu coś powie, w tej chwili widać że ktoś go kierunkuje, widać takie wyuczenie.

12:50

Przerwa techniczna podczas odtwarzania eksperymentu procesowego - nie działają monitory sędziów.


12:30

W sądzie trwa odtwarzanie eksperymentu procesowego z udziałem Adama Z.


11:50

Przerwa w rozprawie - potrwa do godz. 12:30.

11:35

Adam Z. twierdzi, że nie wie dziś, w jakich okolicznościach doszło do śmierci Ewy Tylman.


10:50

Adam Z. twierdzi, że był bardzo źle traktowany podczas przesłuchań. Chciałem wyskoczyć przez okno, zrzucali mnie z krzesła, bo nie odpowiadałem na pytania - mówi oskarżony.

10:10

Przy pierwszym przesłuchaniu byłem zastraszany przez policjantów - zeznał Adam Z.

Oskarżony mówił w odczytanych wyjaśnieniach z 3 grudnia 2015 r., że z drogi z imprezy do domu pamięta "tylko urywki wydarzeń": neon, tablicę z nazwą ulicy znajdującej się już za Wartą oraz autobus.
Później pamiętam, że obudziłem się w domu. Jeśli chodzi o Ewę Tylman, to ostatnie co pamiętam, to jak na jej prośbę próbuję się dodzwonić do jej chłopaka. Nic więcej nie pamiętam – mówił 3 grudnia 2015 r. Adam Z. Oświadczył też, że policjanci zmusili go do złożenia dzień wcześniej wyjaśnień, w których ze szczegółami opisał, jak widział wpadającą do rzeki Ewę Tylman oraz że jej nie pomógł, bo spanikował i nie potrafi pływać. Ci policjanci mówili, że ja ciągle kłamię i jak nie powiem ich wersji wydarzeń, to będę miał dożywocie. Byłem zastraszany, zabierali mi krzesło, śmiali się z mojej orientacji seksualnej - odczytywano z protokołu z 3 grudnia.
We wtorek Adam Z. podtrzymał te odczytane mu wyjaśnienia. Podał też nazwiska policjantów, którzy mieli go zastraszać. Wyjaśnień z 2 grudnia nie podtrzymał. 


09:51

Nie podtrzymuję moich zeznań w części dotyczącej tego, co działo się po wyjściu z klubu - mówi Adam Z. Zostałem wplątany w sprawę, której nie popełniłem - twierdzi oskarżony.


09:47

Sąd skończył odczytywanie wyjaśnień Adama Z. Oskarżony powiedział, że ich nie podtrzymuje. Stwierdził, że będzie odpowiadał jedynie na pytania swoich obrońców.

Z odczytanych protokołów wcześniejszych zeznań wynika, że Adam Z. wieczorem i w nocy z 22 na 23 listopada wspólnie z Tylman i innymi znajomymi bawił się na imprezie integracyjnej. Z. mówił, że gdy stamtąd wracali "przez cały czas przytulał Ewę Tylman". Ona chyba opacznie to zrozumiała. Mogła pomyśleć, że ją zgwałcę, że zrobię jej krzywdę - stwierdził.

Według odczytanych przez sąd wyjaśnień, Adam Z. powiedział także, że jego koleżanka sama wpadła do rzeki. Ewa w pewnym momencie wyrwała mi się i zaczęła biec w kierunku Warty. Zacząłem biec za Ewą, żeby sobie niczego nie zrobiła. Wołałem za nią. Widziałem, że ona wbiegła na betonową obudowę koryta rzeki. Zauważyłem, że wpadła do Warty, nie wiem, czy się przewróciła, czy zrobiła to specjalnie – powiedział.

W odczytanych wyjaśnieniach, Adam Z. twierdził, że nic nie mógł zrobić, spanikował, nie ratował Tylman, bo nie potrafi dobrze pływać. Dodawał też, że spanikowany nie dzwonił na policję ani pogotowie. Cały czas mam przed oczami, że ona wpada do rzeki i widzę jej szary płaszcz - dodał Adam Z. Jak zaprotokołowano, prokurator stwierdził, że w tym momencie Adam Z. był zdenerwowany i płakał. Nic nie mogłem zrobić - powtórzył.

09:22

Adam Z. oświadczył przed sądem, że nie przyznaje się do zbrodni.

Rozprawa w największej sali sądu, Adam Z. za szklaną szybą


Prokurator oskarżył Adama Z. o to, że 23 listopada 2015 r. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną - do wody. Według biegłych, mężczyzna w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny.


Rozprawa odbywa się w największej sali poznańskiego sądu okręgowego. W pomieszczeniu za szklaną szybą jest Adam Z. Na drugim końcu sali prokurator i rodzina Ewy Tylman z pełnomocnikami. Ojciec i brat kobiety oraz ich adwokaci pojawili się najwcześniej ze stron, tuż po godz. 8. 

Na sali jest kilkudziesięciu dziennikarzy, fotoreporterów i pracowników mediów, którzy relacjonują proces. W loży na piętrze i częściowo na parterze zasiadło natomiast ponad 100 osób publiczności, które wcześniej osobiście odebrały wydawane przez sąd specjalne karty wstępu. Przed rozprawą wszyscy musieli przejść kontrolę bezpieczeństwa.


Kilkadziesiąt tomów aktu oskarżenia

Akt oskarżenia przeciwko Adamowi Z. liczy kilkadziesiąt tomów. W śledztwie wykonano kilkanaście różnego rodzaju ekspertyz, zabezpieczono wszelkie dostępne nagrania z monitoringu. Przed sądem ma zeznawać ok. 60 świadków spośród ok. 200, którzy zostali w tej sprawie przesłuchani przed śledczych. W pierwszej kolejności wyjaśnienia będzie składał oskarżony. Odtworzony zostanie także eksperyment procesowy, rekonstruujący przebieg zdarzenia. Później będą przesłuchiwani świadkowie, w tym policjanci, którzy uczestniczyli w zatrzymaniu Adama Z.


Po raz ostatni postać Ewy Tylman zarejestrowały kamery monitoringu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. około godziny 3:20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. W trakcie policyjnych czynności wielokrotnie zostały sprawdzone i przeszukane tereny nadwarciańskie, policjanci przejrzeli monitoringi i przesłuchali osoby, które widziały kobietę w dniu zaginięcia. Do poszukiwań, poza policją, włączyła się także straż pożarna oraz Grupa Specjalna Płetwonurków RP. Rodzina zaginionej zaangażowała prywatną agencję detektywistyczną. Do poszukiwań użyte były łodzie, sonary, drony, śmigłowiec z kamerą termowizyjną, patrole konne, a także robot do eksploracji studzienek kanalizacyjnych. W pomoc włączyli się niemieccy policjanci z psami specjalnie szkolonymi do poszukiwania ludzi, wówczas na kilka godzin zamknięto ulice w centrum Poznania.

Adam Z. został zatrzymany na początku grudnia 2015 roku po eksperymencie procesowym, polegającym m.in. na odtworzeniu drogi, jaką pokonała wracająca nocą do domu zaginiona. Od tego czasu mężczyzna przebywa w areszcie. Kilkakrotnie składane przez obrońcę Adama Z. zażalenia na decyzję sądu o stosowaniu aresztu za każdym razem były odrzucane. Według sądu "istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż podejrzany popełnił zarzucane mu przestępstwo", oraz zachodzi "uzasadniona obawa ucieczki lub ukrywania się, ponieważ czyn, którego popełnienie mu zarzucono, jest zbrodnią zagrożoną wysoką karą".

Ciało kobiety odnaleziono w lipcu 2016 r. 

Ciało Ewy Tylman odnaleziono w Warcie pod koniec lipca ub. roku, ok. 12 km od miejsca, w którym po raz ostatni zarejestrowały ją kamery monitoringu. Na podstawie znalezionych przy zwłokach elementów odzieży, a także przedmiotów osobistych, w tym karty płatniczej, ustalono że niemal na pewno są to zwłoki zaginionej. Tożsamość kobiety potwierdziły ostatecznie badania DNA. Sekcja zwłok, ze względu na stan odnalezionego ciała, nie pozwoliła jednak na ustalenie przyczyny jej śmierci.


Śledztwo w sprawie zabójstwa kobiety zakończono w listopadzie i wówczas do sądu skierowano akt oskarżenia. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, oskarżając Adama Z. o zabójstwo Ewy Tylman, uznała, że działał on z zamiarem ewentualnym, tzn. że przewidując możliwość pozbawienia życia, zepchnął ją ze skarpy, w wyniku czego Ewa Tylman straciła przytomność. Następnie Z. miał zepchnąć nieprzytomną kobietę do Warty.

Jak tłumaczyła prokuratura, z nagrania monitoringu oraz zeznań świadków wynika, że zarówno Adam Z. jak i Ewa Tylman byli pod wpływem alkoholu. Śledczym udało się ustalić ich trasę od północy do godz. 3.26. Potem nastąpiła trwająca ponad 5 minut przerwa w zapisach monitoringu, po czym na nagraniach pojawił się już sam Adam Z. Według biegłych i wyników obserwacji sądowo-psychiatrycznej mężczyzna w chwili popełnienia czynu był poczytalny.

Oskarżony był w sprawie wielokrotnie przesłuchiwany, kilkakrotnie zmieniał wersję przedstawianych wydarzeń. W części wyjaśnień zasłaniał się niepamięcią. Według prokuratury, pomiędzy oskarżonym a Tylman doszło do kłótni. Treści tej sprzeczki nie znamy, jednak zapis monitoringu wskazuje jednoznacznie, że pomiędzy pokrzywdzoną a oskarżonym doszło do szarpaniny - tłumaczyła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Magdalena Mazur -Prus. Jak dodała, proces będzie w pewnej mierze poszlakowy, jednak zdaniem śledczych, dowody zebrane w sprawie "układają się w logiczną całość".

Jednym z dowodów mają być także zeznania policjantów, którym Adam Z. miał się przyznać do zabójstwa koleżanki. Mężczyzna jednak twierdzi, że został do tego zmuszony siłą i, jak informowały media, miał w tej sprawie wysłać z aresztu pismo do Prokuratury Generalnej. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura we Wschowie (woj. lubuskie).

W związku ze sprawą Ewy Tylman zarzuty usłyszały również dwie osoby z firmy transportującej zwłoki, mężczyzna, który zobaczył w Warcie ciało oraz jego pracodawca. Jak ustalono, pracownicy firmy przewożącej zwłoki mieli na terenie Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu otworzyć worek z ciałem i robić zdjęcia. Osoba, która zobaczyła zwłoki w Warcie oraz jej pracodawca mieli wykonane tam zdjęcia oferować mediom.

Spór dot. wniosku o utajnienie procesu

Przed rozpoczęciem procesu Adama Z. prokuratura wnioskowała o jego utajnienie. Argumentowała, że w przypadku publicznego postępowania przed sądem istniałaby uzasadniona możliwość zakłócenia jego przebiegu. Ponadto, jak twierdziła prokuratura, proces mógłby naruszyć interes prywatny różnych osób, nie tylko pokrzywdzonych, ale też oskarżonego.


Utajnienia procesu nie chciała natomiast rodzina Tylman i sam oskarżony. List w tej sprawie przesłał pod koniec listopada do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry ojciec Ewy Tylman. Po zapoznaniu się ze sprawą Prokurator Generalny polecił poznańskiej prokuraturze okręgowej cofnięcie wniosku. Poznańska prokuratura zapowiedziała jednak, że nie wyklucza w trakcie procesu składania wniosków o częściowe wyłączenie jawności.


(mpw)