​Poobijany, ale cały i szczęśliwy, że jesteśmy już w kraju - przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM jeden z pasażerów autobusu, który wczoraj w Serbii zjechał z autostrady do rowu. Do kraju wróciło dziś 25 turystów. Kolejna grupa obywateli jest w drodze do kraju. W szpitalach pod opieką lekarzy pozostają trzy osoby.

Wypadek polskiego autokaru w Serbii /OTOS ANDRAS /PAP/EPA

Obudziło mnie szarpanie autokarem, nagle zaczął się przechylać, bezwładnie ciało leciało, potem kurz się uniósł, huk, krzyki, wrzaski - wspomina moment wypadku jeden z turystów, który dziś wrócił do Polski. 

W wypadku zginęła jedna osoba, a cztery zostały ranne. Trzy z nich nadal przebywają w szpitalu. 

Polskiemu kierowcy zostały postawione zarzuty zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu lądowym.

Wypadek polskiego autokaru w Serbii. Kierowca zatrzymany na 48 godzin

Mężczyzna kierujący polskim autokarem, który we wtorek uległ wypadkowi w północnej Serbii, został zatrzymany na 48 godzin - poinformowała serbska telewizja RTS. czytaj więcej

Do wypadku doszło na trasie Subotica - Nowy Sad, w pobliżu miejscowości Feketić. Autobus wypadł z trasy i przewrócił się na bok.

Zarządzające drogami w Serbii przedsiębiorstwo "Putevi Srbije" zdecydowanie zaprzeczyło doniesieniom, że przyczyną wypadku były ostre przedmioty rozrzucone na jezdni - przekazała agencja Tanjug.

Przedsiębiorstwo zapewniło, że podczas regularnej kontroli, przeprowadzonej we wtorek przed wypadkiem na tym odcinku drogi, stwierdzono, iż jezdnia była we właściwym stanie technicznym i nie było na niej ostrych przedmiotów.

Autobusem jechało 50 pasażerów, w tym 27 dzieci w wieku 13-16 lat, wracających z wakacji w Grecji, oraz trzech kierowców.


(łł)