Chyba nie ma dziś w Polsce osoby, której nie przysługuje jakiś przywilej - donosi "Dziennik Gazeta Prawna". Lekiem na tak rozdrobniony i nie zawsze efektywny system mogłaby być edukacja, która uświadomiłaby obywatelom, że nie ma bezpłatnych ulg - twierdzą eksperci.

Od czasów PRL nie było tak wysokiego zatrudnienia

Zatrudnienie ma ponad 16 milionów Polaków. Ten wynik zawdzięczamy usługom - informuje piątkowa "Rzeczpospolita". czytaj więcej

Każda ulga kosztuje obywateli więcej niż teoretyczne oszczędności, jakie ma przynieść, bo przecież podatnik musi nie tylko ją sfinansować, ale jeszcze opłacić cały system administracji, który ulgami zarządza i je kontroluje - mówi Andrzej Sadowski, założyciel Centrum im. Adama Smitha.

Tymczasem wszyscy są zajęci albo korzystaniem z ulg, albo walką o ich utrzymanie, lub wytykaniem innym, że mają więcej przywilejów. Prawie nikt nie zadaje sobie natomiast pytania, kiedy i po co w ogóle wprowadzano poszczególne przywileje. I które z nich są potrzebne.

Profesor Stanisława Golinowska - współzałożycielka Fundacji CASE, ekspert z zakresu polityki społecznej - podkreśla, że polityka społeczna w Polsce jest obecnie nieprofesjonalna. Partie wpisują propozycje w tej kwestii do swoich programów, a następnie często sam premier podejmuje decyzję o wsparciu danych obywateli. Grupa, która uzyska pomoc, traktuje ją jak prawo nabyte, którego nie można już odebrać.