Kilka miesięcy po katastrofie smoleńskiej polski kontrwywiad wojskowy prze do zacieśnienia stosunków ze służbami Kremla. Nawet szef ABW stanowczo się temu sprzeciwia. Minister obrony o niczym nie wie. Mimo to premier daje zielone światło. Umowa z Rosjanami zostaje zawarta. Dlaczego poprzedniemu szefostwu SKW i Donaldowi Tuskowi aż tak zależało na współpracy z Rosjanami? Nad tym zagadnieniem zastanawiają się dziennikarze tygodnika "wSieci".

Donald Tusk /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

Dziennikarze na łamach tygodnika "wSieci" zastanawiają się nad współpracą Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji za czasów rządów Donalda Tuska, szczególnie po tragedii smoleńskiej. Mimo że sprawa jest tajna, to dzięki uzyskanym informacjom wnioskują, że doszło w tym zakresie do naruszenia prawa oraz narażenia na szwank bezpieczeństwa Polski. Ujawniają, że podjęcie takiej współpracy mogło nastąpić po uzyskaniu zgody premiera rządu, który powinien ją wydać po zasięgnięciu opinii  Ministra Obrony Narodowej. Jednak ówczesny minister zaprzecza, by o taką opinię prosił Donald Tusk.

Odpowiedzi Klicha były jednoznaczne i pewne. Co oznaczają? Że złamany został art. 9. ust. 2 ustawy o SKW - umowa z Rosjanami wykuwała się w tajemnicy przed ministrem obrony. To poważne naruszenie przepisów. Pokazuje, że prawo dotyczące zasad bezpieczeństwa w najbardziej wrażliwych obszarach funkcjonowania państwa niewiele wówczas znaczyło - zauważają dziennikarze. Komentują też forsowaną swego czasu m.in. przez Donalda Tuska politykę zagraniczną wobec Rosji.

"W kontaktach dyplomatycznych ważniejsze od prawdy i rzetelnego śledztwa [w sprawie tragedii smoleńskiej] było wszystko: Centra Dialogu i Porozumienia, mały ruch graniczny, plany budowy elektrowni atomowej w obwodzie królewieckim, kwestie nieruchomości dyplomatycznych, wizy dla Rosjan w UE, opieka nad cmentarzami radzieckimi w Polsce, wymiana młodzieży czy niestabilność sytuacji w Mołdowie. Tragedia smoleńska miała być wykorzystana "praktycznie". [...] Donald Tusk zaś m.in. chwali działanie rosyjskich służb po katastrofie i deklaruje, że "strona polska w dowód wdzięczności za ofiarną postawę Rosjan zaangażowanych w pomoc rodzinom ofiar planuje odznaczyć obywateli FR zaangażowanych w ww. działania". Jest także mowa o konieczności "podjęcia działań ws. godnego upamiętnienia czerwonoarmistów zmarłych w polskich obozach jenieckich". O pierwszych rosyjskich przeszkodach w badaniu katastrofy (a te już się pojawiają) polskie władze milczą".

Dziennikarze zauważają także: "w 2014 r., gdy Rosjanie od dawna już jawnie sabotowali polskie dochodzenie w sprawie katastrofy, nie odpowiadali na wnioski o pomoc prawną, np. o zwrot wraku i czarnych skrzynek, "przyjaźń" między naszymi narodami kwitła na innych polach. Wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz tłumaczyła, że nie należy odwoływać zaplanowanych na 2015 r. obchodów Roku Polski w Rosji i Roku Rosji w Polsce. Sugerowała, że mimo agresji na Ukrainę warto wzmocnić kontakty w edukacji i kulturze. Do zaskakującej współpracy doszło także w 2013 r., gdy na debatę do Moskwy wybrało się 12 sędziów Państwowej Komisji Wyborczej. Polska była jedynym krajem unijnym, który zdecydował się czerpać z doświadczeń rosyjskich przy organizacji wyborów i kampanii wyborczych, bo tego dotyczyły dyskusje".

Więcej o współpracy Służb Kontrwywiadu Wojskowego z Federalną Służbą Bezpieczeństwa Rosji za czasów rządów Donalda Tuska w najnowszym numerze tygodnika "wSieci".

"wSieci"