Trzymanie niedźwiedzia w warunkach, w jakich przez dziesięć lat żył miś Mago we wrocławskim zoo, było nieetyczne - ocenił biegły sądowy. Dzisiejsza rozprawa we wrocławskim sądzie to już kolejna przeciwko byłemu dyrektorowi zoo Antoniemu Gucwińskiemu, oskarżonemu o znęcanie się nad Mago. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Fundacja Viva zarzuca dyrektorowi, że umieścił niedźwiedzia w bunkrze bez światła, wybiegu i możliwości przebywania w naturalnych dla niedźwiedzia pozycjach.

Biegły z zakresu zootechniki prof. Tadeusz Kaleta, który wcześniej złożył do akt sprawy dwie opinie, odpowiadając na pytania sądu, powiedział m.in., że można było poprawić byt zwierzęcia choćby poprzez włożenie do 12-metrowej klatki różnych przedmiotów (drewnianej kłody, platformy czy gałęzi z liśćmi), które pozwoliłyby niedźwiedziowi brunatnemu na harmonijny rozwój.

Według Kalety, dyrektor powinien był przede wszystkim nagłośnić sprawę niedźwiedzia brunatnego Mago, który trafił do wrocławskiego zoo z Tatr, gdzie wraz z matką przyszedł na świat i z czasem zaczął stanowić zagrożenie dla ludzi. Powinien był intensywniej szukać dla niego nowego domu.

Dyrektor, który objął stanowisko po odejściu Gucwińskiego na emeryturę zdecydował o wykastrowaniu niebezpiecznego zwierzęcia (Mago zaatakował karmiącego go pracownika zoo), a następnie wpuszczeniu go na wybieg z innymi niedźwiedziami.