Reklama

  • Wojciech Łuczak, redaktor naczelny pisma "Raport"

    Poniedziałek, 12 listopada 2001 (18:00)

    Tomasz Skory: Przypomnijmy. "Raport" zajmuje się m.in. techniką lotniczą. Krótkie zestawienie faktów na początek. Pasażerski Airbus A-300 linii American Airlines zaraz po starcie z Nowego Jorku w daleką trasę do Dominikany uderza w rejony zamieszkałe, w rejony Nowego Jorku dwa miesiące po zamachu 11 września. Wypadek czy zamach?

    Wojciech Łuczak: Najpierw trzeba powiedzieć, że wiadomo już na pewno, że coś się działo z jednym z silników. Co się wtedy dzieje, co czuje pilot? Pilot przede wszystkim odczuwa wzrost siły nośnej na jednym ze skrzydeł i całkowita utratę ciągu na jednym skrzydle. Walczy do końca, stara się to wszystko opanować, ale mimo wszystko bez jednego silnika, który wariuje to jest niemożliwe. Mieliśmy z tym już do czynienia podczas katastrofy DC-10 na lotnisku O’Hara w Chicago i wówczas również odpadł jeden z silników. Piloci próbowali walczyć, niestety też się poddali . To jest bardzo trudna sytuacja, prawie niemożliwa. Teraz jest pytanie czy ten silnik sam odpadł czy tez spowodowano jego odpadnięcie.

    Tomasz Skory: Wiadomość sprzed chwili – wybuch na pokładzie. Potwierdzona przez FBI.

    Wojciech Łuczak: Jeśli okaże się pełna hipoteza o sabotażu to postawiłbym tezę, że naprawdę niewielki ładunek plastiku umieszczony w sforzniach – to są takie specjalne trzpienie z bardzo wytrzymałej stali, jest ich 6 lub 8, przytrzymują one silnik w gondoli, jest ich dwa te silniki – jeśli nastąpi eksplozja w tych sforzniach, silnik się natychmiast odrywa.

    Tomasz Skory: Ale czy to jest możliwe przy zabezpieczeniach, które dotknęły wszystkich lotnisk, nie tylko amerykańskich?

    Wojciech Łuczak: Ja powiem, że w Stanach wszystko jest możliwe i nie wykluczyłbym także takiej hipotezy, że zainplantowano tam jakiś kawałek, naprawdę niewielki kawałek plastiku, który eksplodował. To jest moja fantastyczna hipoteza. Natomiast mogło się to zdarzyć również na zasadzie zmęczenia metalu.

    Tomasz Skory: Ale to nie powoduje wybuchu?

    Wojciech Łuczak: Oczywiście, ale załóżmy, że ta hipoteza FBI jest słuszna o wybuchu. Ten silnik podczas oderwania mógł przebić jeden ze zbiorników. Mogło dojść do eksplozji. Te skrzydła są wypełnione paliwem.

    Tomasz Skory: Jest jeszcze jedna diaboliczna być może teza, do której jak sądzę jestem upoważniony po zamachu 11 września. Mianowicie zestrzelenie tego samolotu, po tym jeśli władze amerykańskie powzięłyby podejrzenie czy też nabrały pewności, że został on porwany i zmierza we wrogich celach w stronę jakichś ważnych budynków.

    Wojciech Łuczak: Ja bym inną hipotezę tutaj postawił jeśli mówimy o zestrzeleniu. Najgroźniejszym terrorystycznym orężem w tej chwili jest pocisk przeciwlotniczy typu Stinger, Strzała, Igła Rosyjska, który mógł być odpalony spoza zasięgu lotniska i trafić w silnik. I wtedy rzeczywiście silnik się odrywa, eksploduje, maszyna jest niesterowalna. To jest możliwe. Kilkakrotnie próbowano strącić samoloty w taki sposób i kilkakrotnie próbowano zapolować a to na panią Teacher, a to na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie jest wykluczone, że jeden w taki sposób odpalonych pocisków rakietowych mógł trafić w ten silnik.

    Tomasz Skory: Takie pociski chyba widać na ekranach radarów, wiedzą o nich kontrolerzy lotów.

    Wojciech Łuczak: Nie. To jest bardzo mały pocisk, który jest przenoszony na ramieniu. Wystarczy, że człowiek wychyli się z furgonetki, odsunie jej dach i wyceluje. Jest 5 czynników odpalenia Stingera i to trwa parę sekund. Pocisk odpalony leci w kierunku najbardziej widocznego źródła ciepła, którym jest właśnie silnik.

    Tomasz Skory: Jeśli hipoteza o zamachu się potwierdzi, czy znajdziemy jakieś ślady dotyczące tej hipotezy, jej zrealizowania w czarnej skrzynce.

    Wojciech Łuczak: Oczywiście. Może nie w czarnej skrzynce, może nie w rejestratorze, ale są świadkowie, którzy musieliby widzieć jakąś drogę prochową. Ten pocisk porusza się przy pomocy własnego silnika i zostawia pewien ślad. Jeśli to zostało tak odpalone jak to sobie kiedyś wymarzyli terroryści z IRA polując na samolot pani Teacher to ktoś musiałby zauważyć odpalenie tego pocisku. Chyba, że był to zwyczajny wypadek ale to są wszystko spekulacje. Trzeba sobie zdawać sprawę, że mamy zbyt mało faktów, żeby postawić ostateczną diagnozę.

    18:00

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

    -

Skomentuj artykuł: Wojciech Łuczak, redaktor naczelny pisma "Raport"

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz
Counter

~Counter -

Super! Gada ze soba swoch ekspertow od lotnictwa. Mechanik Hypki i dziennikarzyna od rolnictwa w 1990 roku - Luczak. Teraz sa ekspertami lotniczymi, moze jutro obaj zostana delegatami rzadu RP do rady programowej NASA.