O tym, że woda w Gródku nad Dunajcem ponownie nadaje się do picia poinformował sądecki sanepid. Specjaliści przebadali próbki pobrane ze zbiornika wyrównawczego w miejscowości Tropie. Przed weekendem zdecydowano o zamknięciu wodociągu w związku z podejrzeniem zanieczyszczenia. Mieszkańcy alarmowali, że od trzech tygodniu z ich kranów płynie woda skażona bakteriami coli. W tej sprawie interweniował reporter RMF FM Paweł Pawłowski. W międzyczasie na jaw wyszło, że mieszkańcy gminy Gródek mogli być celowo wprowadzani w błąd. Wodociągi mogły okłamywać mieszkańców co do badań jakości wody.

Stacja wodociagowa /Paweł Pawłowski /RMF FM

Podejrzenia o skażeniu pojawiły się 1 września. Według relacji mieszkańców, władze gminy nie zainteresowały się sprawą skażenia, dlatego oni sami zlecili badania wody. Tydzień później okazało się, że w wodociągu są bakterie kałowe i bakterie E.coli. Gmina poinformowała o tym mieszkańców dopiero trzy dni później. Kolejny komunikat pojawił się dokładnie 14 września. Wtedy okazało się, że woda zupełnie nie nadaje się do picia. Po kolejnych dwóch dniach sanepid nakazał unieruchomienie lokalnego wodociągu ze względu na podejrzenie skażenia.


Przed lokalną oczyszczalnią miał też stanąć beczkowóz z wodą pitną, którego w poniedziałek do południa jeszcze nie było. Mieszkańcy nadesłali nam zdjęcia pokazujące skandaliczny - ich zdaniem - sposób rozwożenia wody pitnej.

Jak twierdzi sołtys wsi Tropie, wodociągi mogły też okłamywać mieszkańców, co do badań nad jakością wody.

Jak wynika z informacji przedstawionych przez sołtysa, wodociągi początkowo wydały komunikat z informacją, że woda w gminie Gródek jest zdatna do picia. Jak przyznaje - Wiesław Mrzygłód - badania zostały przeprowadzone w zupełnie innym miejscu niż twierdzi prezes spółki.

Z przedstawionego mi badania sprawozdawczego z laboratorium w Limanowej jest wyraźnie napisane, że próbka została pobrana z kranu przy zbiorniku wyrównawczym, a nie z ujęcia wody O-3
- przyznaje Mrzygłód.

Co na to to prezes wodociągów? Edward Witek - zarządzający Spółką Dunajec - twierdzi, że nieporozumienie wynikło z błędnej interpretacji zapisów pojawiających się w dokumentach.

Woda została pobrana w zbiorniku, ale z kranu, który dostarcza wodę z ujęcia. Skażenie źródła nie oznacza, że do sieci trafia niezdatna woda. Ta, która trafia do mieszkańców, nadaje się do picia. Będziemy profilaktycznie sprawdzać wodę. Będzie ona chlorowana w sposób stały, a zatem zlecone badania potwierdzą, że chlorowanie czyni wodę zdatna, nawet jeśli bakteria będzie w źródle - mówi Witek.

Gmina deklaruję natomiast, że sprawdzi, skąd w ujęciu wody wzięły się bakterie. Sprawa została też zgłoszona na policję.

APA