​"Skradziona sprawiedliwość" - pod tym hasłem w kilkudziesięciu europejskich miastach odbywają się dziś protesty przeciwko polityce kontroli i dyktatury. Obok Pragi, Budapesztu, Berlina i Brukseli, manifestacja odbyła się również w Warszawie.

"Skradziona sprawiedliwość" - pod tym hasłem w kilkudziesięciu europejskich miastach odbywają się dziś protesty . /Michał Dobrołowicz /RMF FM

Protestujemy przeciwko działaniu służb; przeciwko temu, że sprawiedliwość i prawo są łamane - mówi jedna z uczestniczek protestu. Jak podkreśla, zakleili usta i oczy, "bo nie mamy nic do powiedzenia".

Rząd chce z nas zrobić kukły, które niczego nie widzą i siedzą cicho. A my staniemy tu jako kukły i będziemy jeszcze bardziej widoczni. Nie zgadzamy się na odbieranie nam sprawiedliwości - dodała inna protestująca.

Jak donosi nasz reporter Michał Dobrołowicz, "milczący" protest przed Pałacem Prezydenckim trwał zaledwie 20 minut.

Na Facebooku organizatorzy niedzielnych protestów napisali: "Odebraliście nam słowa. Zmieniliście im znaczenia, wywróciliście ich wartość na drugą stronę. Braterstwo już nie jest braterstwem, ale linią graniczną między wami a tymi, których chcecie za nią ustawić". Odebraliście nam wiarę w mądrość, w ludzką przyzwoitość, w to, że istnieje coś więcej niż doczesny interes ­- można przeczytać dalej.

Nie damy się zaszczuć jak strachliwe zwierzęta - napisali organizatorzy. Nasz bezgłośny krzyk będzie donośniejszy od bomb - zapewnili.