Walentynki to dobry pretekst do poważnej rozmowy o miłości. Dlaczego jedni nie mają problemów z zawieraniem nowych znajomości, które mogą skutkować relacją na lata, a inni są samotni? Jakich panów szukają panie, a jakich pań szukają panowie? I po czym poznać, czy "z tej mąki będzie chleb"? Oto co o procesie szukania miłości opowiadają w rozmowie z dziennikarką RMF FM: Małgorzata Sokołowska i Katarzyna Pawlik od trzech lat prowadzące krakowską "Fabrykę Par".

POSŁUCHAJ ROZMOWY KATARZYNY STASZKO Z MAŁGORZATĄ SOKOŁOWSKĄ I KATARZYNĄ PAWLIK

Katarzyna Staszko: Jaka jest historia tego miejsca?

Małgorzata Sokołowska: Jakiś czas temu zauważyłyśmy z koleżanką, że wśród naszych znajomych, rodziny i klientów jest coraz więcej osób, które mają z różnych powodów trudności ze znalezieniem właściwego partnera. A ponieważ jesteśmy psychologami, pomyślałyśmy, że trochę im w tym pomożemy. Planowałyśmy skupić się na ludziach z tzw. drugiego obiegu, czyli na tych, którzy są już po rozwodzie, albo z życiowych powodów, po wielu latach związku, zostali niespodziewanie sami. Założyłyśmy, że ludzie w tym wieku rzadziej będą korzystać z portali internetowych, a sposób działania takiego biura będzie dla nich korzystniejszy. 

W jakim wieku są osoby, które najczęściej się do Was zgłaszają?

Święto zakochanych zawitało do Polski w latach 90. ubiegłego wieku. Początkowo w naszych sklepach nie było nawet walentynkowych kartek, które można by kupić ukochanej osobie. Dziś Walentynki w amerykańskim stylu mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Tych ostatnich uderza komercjalizacja... czytaj więcej

Katarzyna Pawlik: Nie ma reguły. Przychodzą i panie i panowie praktycznie w każdym wieku. Od dwudziestu paru do siedemdziesięciu lat. 

Jak w codziennym życiu tworzymy związki, a jak to wygląda w miejscu, gdzie pary dobiera się "zawodowo"?

Małgorzata Sokołowska: W "realu" ludzie dobierają się w pary kiedy, przede wszystkim, oboje wykazują gotowość do wejścia w związek i kiedy oczywiście są sobą zainteresowani i dostatecznie dojrzali. Co decyduje o zainteresowaniu? Przede wszystkim pierwsze wrażenie, czyli atrakcyjność fizyczna, a także inteligencja, poczucie humoru, wspólne zainteresowania i cała masa innych ważnych cech osobowości. Ale ogromne znaczenie ma też biologia, feromony, zapach, tembr głosu, czy inne reakcje, jakie zachodzą w naszych ciałach gdy poznajemy kogoś, kto nam się po prostu podoba. To jest taka sfera, na którą nie mamy wpływu. To dzieje się poza nami.

Katarzyna Pawlik: W biurze to wygląda zupełnie inaczej. Nie działają wspomniane elementy pierwszego wrażenia, bo tutaj wybieramy "na zimno". Mamy już swoje określone preferencje. Nie jesteśmy skłonni z nich zrezygnować. Zwłaszcza w pewnym wieku, po niekoniecznie dobrych doświadczeniach, doskonale wiemy czego chcemy w związku. Sytuacja wygląda, co prawda inaczej, w zależności od grupy wiekowej, bo ludzie mają bardzo różne oczekiwania. W biurze klienci pozawalają sobie nawet na stawianie zaskakujących warunków ....

Czy bywa, że są to warunki, których nie można "przeskoczyć" albo, powiedzmy wprost, są fanaberią?

Katarzyna Pawlik: Rzeczywiście, bywa różnie. Przyszedł kiedyś do nas klient, dla którego kwestią wykluczającą były zielone oczy. Wszystkie panie o zielonych oczach był automatycznie odrzucane. Nie wiem czy to dobry pomysł stawiać tego typu warunki, ponieważ śrubowanie oczekiwań niestety często wyklucza sukces w zdobyciu partnera.

Można zawczasu ocenić kto do kogo pasuje? Jak przewidzieć, że "to zadziała"?

Małgorzata Sokołowska: Tu właśnie wkraczamy my. Staramy się odnaleźć i połączyć takie osoby, które najlepiej do siebie pasują. Dlatego chcemy poznać każdego klienta osobiście. Zaczynamy od ankiety. Wypełnia się pewne informacje o sobie oraz o osobie, której się szuka.

Jest jedno pytanie w tej ankiecie, które wydaje się proste, ale przyznam, że nie mam pojęcia co tutaj napisać. "Poszukiwane cechy charakteru i stylu życia..."

Małgorzata Sokołowska: Oj tak, to jest trudne pytanie, chociaż jeszcze wcześniej klienci zatrzymują się na "hobby, zainteresowania, kilka zdań o sobie". To jest temat, który kompletnie rozkłada zwłaszcza facetów. Niby wszystko o sobie wiemy, ale napisać to w paru spójnych zdaniach nie jest wcale tak łatwo. A potem rzeczywiście to pytanie o poszukiwane cechy charakteru ... Panowie zwykle w ogóle nie wiedzą co w takich miejscach napisać...

Czyli jak będzie, tak będzie, niech mi życie pokaże, którą pokocham...

Małgorzata Sokołowska: Panowie są po prostu wzrokowcami. Dla nich tak naprawdę najważniejszy jest wciąż wygląd, czy mają dwadzieścia lat, pięćdziesiąt czy siedemdziesiąt. Najważniejszą kwestią u partnerki jest aparycja, a najlepiej żeby była to szczupła blondynka.

A czy zdarzyło się, że zaproponowały panie klientce lub klientowi kogoś odbiegającego od ich oczekiwań i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę?

Małgorzata Sokołowska: Tak. Przyszedł kiedyś pan szukający drobnej blondynki, bo taka była jego żona, którą bardzo kochał i którą stracił. Pierwszą kobietą, jaką mu zaproponowałam była brunetka, na dodatek wcale nie szczupła. I rzeczywiście to było to. Są szczęśliwi. Ich związek trwa ponad półtora roku.

Chciałbym wrócić jeszcze do kwestii osób, jakie zgłaszają się do biura matrymonialnego. Czy to jest zawsze przemyślana decyzja albo może nawet życiowa strategia?

Małgorzata Sokołowska: Rzeczywiście mamy klientów, którzy są po prostu wszędzie. Korzystają z portali internetowych, biur, cały czas, na różne sposoby szukają tej drugiej połowy, to jest dla nich najważniejsze. Ale jest też całkiem spora grupa ludzi, zwłaszcza dojrzałych, którym tak naprawdę dobrze jest kiedy są sami, bo przyzwyczaili się do życia w pojedynkę. I oni zrywają się falami. Bo na przykład jest sylwester i nie ma z kim pójść na bal. Albo są święta, walentynki, czy też a nóż obejrzeli jakiś romantyczny film i coś się w nich nagle budzi i wtedy gwałtownie dzwonią. Dzwonią, pytają jaką mamy ofertę, mówią, że super, że wszystko pasuje, że oni przyjdą.... I tyle ich widzieli.

Nie przychodzą?

Małgorzata Sokołowska: Nie przychodzą. Po prostu nagle pod wpływem emocji podejmują taką decyzję. A emocja, jak to emocja, po chwili opada, znowu jest bezpiecznie, spokojnie, cicho, nie trzeba się starać, nie trzeba chodzić na te sławetne kompromisy, można żyć w poczuciu bezpieczeństwa. 

Wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia i wierzę też w miłość, która trwa wiecznie. Są przecież związki, w których ludzie po kilkudziesięciu latach są tak szczęśliwi jak na początku znajomości. Ale.... niech przemówią fakty, statystyka i naukowa obserwacja... czy jest przepis na miłość? I czy każdy z nas ma realną szansę na to, że pozna tę drugą połowę?

Małgorzata Sokołowska: My też wierzymy w miłość, inaczej nasza praca nie miałaby sensu. Niestety nikt takiej recepty jeszcze nie odkrył. Często ludzi dopasowują się jak puzzle z jednego pudełka, a czasem tworzą duety wbrew całej logice tego świata i są w nich szczęśliwi. Cóż, być może to, co powiem nie wszystkim się spodoba, ale choć stare powiedzenie mówi, że każda potwora znajdzie swego amatora, to niestety nie do końca tak jest. Istnieje spore grono osób, które nie są w stanie znaleźć miłości z różnych przyczyn. Jedni po prostu nie są na nią gotowi, nie są dojrzali, źle wybierają albo wybierają za późno. Inni mają zupełnie nierealistyczne oczekiwania. Na przykład panie, które oczekują, że w biurze matrymonialnym poznają drugiego Lewandowskiego. 

A tak się zdarza?

Małgorzata Sokołowska: Oczywiście. Ale powiedzmy sobie szczerze. Takie marzenia są skazane na niepowodzenie. Robert jest tylko jeden, a i Lewandowscy tego świata zwykle są już zajęci. U panów z kolei problemem jest wiek. Szukają bardzo często kobiet o dziesięć, dwadzieścia lat młodszych, a z drugiej strony boją się tych pięknych i niezależnych. 

Czy kobiety i mężczyźni mają inne oczekiwani wobec związków?

Małgorzata Sokołowska: Zdecydowanie tak. Te różnice są bardzo duże. Panowie, tak jak już mówiłyśmy, prawie zawsze stawiają na wygląd. Bardzo ważne jest dla nich też to, żeby kobieta poświęcała im dużo czasu, żeby się o nich troszczyła. Często też mówią o tym, że chcą by kobieta gotowała domowe, zdrowe obiady, taka dzisiaj moda... Natomiast panie inaczej podchodzą do sprawy. Wygląd ma dla nich drugorzędne znaczenie. Oczywiście facet musi być ciekawy i interesujący, ale tak naprawdę czy to będzie brunet czy blondyn, szczupły czy przy kości, nie ma większego znaczenia. Panie zdecydowanie stawiają na wielowymiarowe partnerstwo, na poczucie bezpieczeństwa, na uczciwość i często wspominają o łagodności, co rozumiemy jako brak agresji, po prostu. Ale jest jedna rzecz, która łączy obie płcie i to jest taki znak czasów, bo właściwie nieomal regułą stało się, że dla klientów ważne jest, aby partner wyglądał młodo i był w dobrej formie fizycznej.

Katarzyna Pawlik: Pamiętajmy jednak, że musimy pójść na pewne ustępstwa, aby ten związek w ogóle mógł funkcjonować. A kto może odnaleźć miłość? Po pierwsze warto zapytać siebie, czy tak naprawdę jestem na to gotowa, gotowy. Czy tak naprawdę chcę znaleźć kogoś. Czy tak naprawdę to ja szukam tej osoby, czy może jednak to rodzice naciskają, bo koleżanki już znalazły mężów i mają dzieci. Warto stanąć przed lustrem i zobaczyć siebie takim, jakim się naprawdę jest. Z wadami i zaletami, realistycznie się ocenić. A jako, że nie ma osób bez wad, to trzeba też mieć realistyczne oczekiwania wobec drugiej osoby.

Podsumujmy, jeśli więc jest się osoba otwartą, raczej pozytywnie podchodzącą do życia, uśmiechniętą, akceptującą plusy i minusy zarówno u siebie jak i u innych, to jest to chyba jedna z recept na miłość... 

Małgorzata Sokołowska: Zdecydowanie. Osoby mające realistyczny obraz siebie i rozsądne oczekiwania wobec innych podejmują zawsze trafne wyory. Nie wahają się, nie zastanawiają, nie odtrącają bez zastanowienia drugiego człowieka. Ponad jedna trzecia par, które poznały się w naszym biurze doświadczyły właśnie takiej miłości od pierwszego wejrzenia. Chociaż mieli do dyspozycji tylko zdjęcie i parę słów opisu, ale chcieli poznać druga osobę, zaufać, coś nowego przeżyć i... udało się.

A ci sparowani odzywają się czasem, dają znać jak im się układa?

Małgorzata Sokołowska: Pamiętajmy, że zakochani na jakiś czas przepadają. Ale tak, właściwie chyba wszystkie pary, które połączyłyśmy dzwoniły, dziękowały, wysyłały zdjęcia. Jedni są już nawet zaręczeni, kilka innych par już razem mieszka. A to nam daje taki napęd do pracy, sygnał, że to co robimy ma po prostu sens.

Katarzyna Staszko